„Kardynał Henryk Gulbinowicz. Starałem się zrozumieć człowieka”

Główną postacią, której obecność ściągnęła na wyspę prominentnych gości, był oczywiście arcybiskup metropolita wrocławski-senior, ks. kardynał Henryk Gulbinowicz, który mimo iż parę dni później rozpoczynał już 95 rok życia, swą kondycją fizyczną mógł budzić zazdrość co poniektórych o wiele młodszych uczestników spotkania. Ale to nie urodziny lubianego i popularnego Hierarchy były naczelnym powodem zgromadzenia.


Fot. Wojciech W. Zaborowski

Główną przyczyną spotkania była promocja książki red. Waldemara Niedźwieckiego o byłym metropolicie wrocławskim. Bogato ilustrowana historycznymi już zdjęciami i uzupełniona kopiami dokumentów z życia Jego Eminencji praca zatytułowana „Kardynał Henryk Gulbinowicz. Starałem się zrozumieć człowieka” wzbudziła uznanie już samą szatą graficzną, starannością wydania jak i – co warte podkreślenia – nietypową koncepcją prezentacji treści ukazujących wyjątkowość opisywanej przez Waldka postaci. To sprawiło, że obok Kardynała zrozumiałe zainteresowanie budzili autor książki Waldek Niedźwiecki oraz reprezentujący Dom Wydawniczy Orbis Pictus, sponsor i również nasz kolega po piórze Janusz Cymanek.

Tu warto przypomnieć, że w roku 2008 ukazała się tematycznie podobna pozycja, zatytułowana „Z Wilna do Wrocławia” będąca zapisem rozmowy Rafała Bubnickiego z kardynałem Gulbinowiczem. Nic nie ujmując wspomnianej pracy, nie można jednak nie zauważyć, że książka Waldemara Niedźwieckiego jest jednak dużo atrakcyjniejsza od strony edytorskiej, jak również bogatsza treściowo. Po lekturze blisko 160 stron liczącej opowieści o Kardynale, czytelnik może stworzyć sobie własny obraz Hierarchy, gdyż Waldek niczego czytelnikowi nie narzuca. To nie jest biografia. Raczej barwne puzzle, których ułożenie pozwala zrozumieć niezwykłość Purpurata – i to zarówno w aspekcie religijno-kościelnym, jak i czysto ludzkim. Bo nie tylko biskupie hasło widniejące w herbie Kardynała, „Patientia et Caritas”, ale również autentyczna wrażliwość na człowieka oraz chęć niesienia pomocy i zrozumienia motywacji ludzkiego postępowania towarzyszą na co dzień życiu Kardynała Gulbinowicza. Końcowe zdanie w epilogu, gdy Waldek przytacza słowa Kardynała, że Kościół powołał Go do służby, „więc trzeba być na zawołanie” jest logiczną pointą i wyjaśnia, dlaczego posługa Kardynała cieszy się tak dużym uznaniem osób zarówno bliskich Kościołowi, jak i nieraz daleko od niego stojących.

W trakcie prezentacji książki głos zabrał m.in. ścigany wraz z Władysławem Frasyniukiem w stanie wojennym przez SB listem gończym wybitny działacz „Solidarności”, późniejszy prezydent Wrocławia (2001-2002), Stanisław Huskowski. Odżyły we wspomnieniach dawne lata osiemdziesiąte i słynna sprawa przyjęcia przez Kardynała w depozyt, na przechowanie, 80 milionów dolnośląskiej „Solidarności”. To jeden z wielu przykładów zaangażowania Kardynała, który swą działalnością wpisuje się w historię i współczesność Dolnego Śląska i jego metropolii.

Wśród przybyłych na spotkanie z Kardynałem i prezentację książki Waldemara Niedźwieckiego nie mogło zabraknąć obecnego metropolity wrocławskiego, ks. arcybiskupa Józefa Kupnego. Byli przedstawiciele władz samorządowych, młodzież wdzięczna Kardynałowi za wsparcie akcji „Mogiłę dziada ocal od zapomnienia” i oczywiście licznie przybyli dziennikarze Nie zabrakło nawet okolicznościowego tortu, ani pełnego humoru wystąpienia Kardynała, który nawiązując do swego wieku przypomniał, że cała jego rodzina była długowieczna, a ponieważ wszyscy…urodzili się jesienią, więc zachęca obecnych, by chcąc swemu przyszłemu potomstwu również zapewnić długie lata życia – naśladowali w tej sprawie jego przodków!

Serdecznie żegnany przez obecnych, Kardynał po pracowitym składaniu autografów opuścił zgromadzonych odprowadzany przez dyrektora hotelu ks. dra Krzysztofa Janiaka.

I choć formalnie spotkanie dobiegło końca, w wąskim dziennikarskim gronie długo jeszcze wraz z Waldkiem Niedźwieckim rozmawialiśmy o tym, jak doszło do powstania książki oraz o fascynującej osobie jej bohatera. Do następnego spotkania!

Wojciech W. Zaborowski

„Kardynał Henryk Gulbinowicz. Starałem się zrozumieć człowieka” Waldemar Niedźwiecki Wydawnictwo TUM Wrocław 2017 ISBN: 978-83-63974-19-0 format: 200x260, stron: 160, oprawa: twarda

Zaduszki 2017

Zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk, wspólnie z Panem Zbyszkiem Kawalcem, byłym dyrektorem Oddziału Dolnośląskiego RSW, zapraszają członków i przyjaciół naszej organizacji, a także czynnych i byłych pracowników środowiska prasowego, radia i telewizji na ZADUSZKOWE SPOTKANIE, podczas którego wspominać będziemy koleżanki i kolegów pełniących dziennikarską służbę w niebiańskich redakcjach. Spotkanie odbędzie się 6 listopada 2017 roku, w godzinach 16.30 – 20.00, w restauracji Kaczka Dziwaczka przy Podwalu 62.

Zgłoszenie oraz wpisowe (20 zł) przyjmujemy do 3 listopada 2017 roku (piątek) w biurze SD RP Dolny Śląsk przy Podwalu 62. Swój udział w spotkaniu można zgłosić także telefonicznie (71 341 87 60, kom. 660 724 754) lub e-mailem (sdrp.wroc@interia.pl), ale wówczas wpisowe (do 3 listopada) proszę przelać na konto SD RP D. Śl.: ING Bank Śląski 65 1050 1575 1000 0023 3494 8722. Podczas spotkania zaprezentowana zostanie również książka pt. „Kardynał Henryk Gulbinowicz. Starałem się zrozumieć człowieka”, autorstwa naszego kolegi Waldemara NIEDŹWIECKIEGO. Na miejscu będzie możliwość nabycia książki. (RM)

Wspomnienia prawie rodzinne

W listopadowe popołudnie tradycyjnie rokrocznie przywołujemy pamięcią serdeczną nasze Koleżanki i Kolegów, którzy przed laty wraz z nami zapełniali barwny świat mediów, usiłując przekazać, na ile to było możliwe w czasach omnipotentnej cenzury, prawdę o otaczającym nas świecie. Grona coraz mniej licznego – z dawnej 50-osobowej grupy dziennikarzy”Słowa Polskiego” z lat siedemdziesiątych pozostała zaledwie ok. jedna piąta dawnego zespołu! Chcemy cofnąć czas, by przez te kilka godzin, ci którzy odeszli, byli znów z nami, choćby tylko we wspomnieniach.

Tymi wspomnieniami dzielimy się również z naszymi młodszymi Koleżankami i Kolegami po piórze, mikrofonie i kamerze, z towarzyszami sztuki drukarskiej, wszystkimi, którzy nie mieli okazji poznać współtwórców dawnych wrocławskich mediów. To coraz rzadsza już okazja, by od nas, żywych świadków historii wrocławskiej prasy, usłyszeć jeszcze zabawną dykteryjkę, barwne wspomnienia o nietypowych sytuacjach, jakie towarzyszyły codziennej pracy naszych nieżyjących Kolegów. Jesteśmy im winni pamięć, ale też i jest naszym obowiązkiem, aby pamięć o nich przekazywać naszym następcom.

Temu służy m.in. to spotkanie i dlatego do oficjalnego zaproszenia wystosowanego przez organizatorów, jako jeden ze starszych już dziennikarzy, dołączam swą osobistą prośbę – przyjdźcie na nasze wspomnieniowo-rodzinne spotkanie, taka okazja zdarza się raz na rok!

Wojciech W. Zaborowski

Jak Zbigniew Kawalec czas cofnął

Właściwie miałem nic nie napisać o naszym tegorocznym spotkaniu. Rok w rok to samo… Stop. Jednak nie, bo każde nasze spotkanie pobudza do refleksji, wywołuje wspomnienia. I proszę bardzo, mimo iż mija już prawie miesiąc od czasu, gdy na zaproszenie dyr. Zbigniewa Kawalca zeszliśmy się w przyjaznej tego typu zebraniom „Galicji”, trudno wyzwolić się od powracających reminiscencji. Dyrektor Kawalec…

Tym razem będzie osobiście!

Znów spotkaliśmy się „sieroty po RSW”, jak nazywa zgromadzonych na tym swoistym wieczorze wspomnień dziennikarzy, towarzyszy sztuki drukarskiej i pracowników administracji dawnego giganta prasowego były dyrektor medialnego koncernu kol. Zbigniew Kawalec. Majowe spotkanie było podobne do wielu poprzednich, nawet miejsce, w którym się odbywało – restauracja „Galicja” przy hotelu „Polonia” – wpisało się już uprzednio w naszą pamięć. Pozwolę sobie przeto tym razem zrezygnować z tzw. protokołu, czyli wymieniania gości (niestety, z upływem lat przychodzi ich coraz mniej) i zatrzymać się na swoistym cudzie, którego twórcą jest główny, obok SD RP Dolny Śląsk, organizator spotkań, dyr. Zbigniew Kawalec.

Ten człowiek zatrzymał czas! Więcej, potrafił go cofnąć, w moim przypadku o dobre lat czterdzieści i pięć i na te kilka godzin w nastrojowych wnętrzach secesyjnej restauracji przywrócić nam młodość.

Była to początek lat siedemdziesiątych ub. wieku, gdy po raz pierwszy zetknąłem się z obecnym Kolegą Kawalcem. Jako nowo przyjęty dziennikarz przez red. Zygmunta Paprotnego do redakcji „Słowa Polskiego” powinienem zasiąść za biurkiem… I tu powstał problem, bo żaden mebel nie był nieobsadzony, jedyne pozornie wolne biurko, które stało na korytarzu, należało również do kol. Wójcik, współpracującej z redakcją graficzki. Decyzja odpowiedzialnego za komfort naszej pracy dyr. Kawalca była jasna i krótka. „To biurko proszę dać red. Zaborowskiemu”. Mebel otrzymałem… i jednocześnie zyskałem pierwszą niezbyt mi życzliwą osobę w zespole!

Pełen energii, choć również już nie najmłodszy Zbigniew Kawalec. Oby jak najdłużej przywoływał nam naszą młodość! Znów patrząc na niego widzę siebie w tych dawnych latach siedemdziesiątych, gdy jednocześnie pracowałem w „Słowie Polskim” i w pobliskim IX Liceum im. Juliusza Słowackiego ucząc języka polskiego i wychowania muzycznego. To była nie tylko elitarna szkoła (uczniami byli m.in. Różewicz, Sąsiadek, Waligórski, Dzieduszycki, Skała, Czekański), ale też i mocno związana z prasą (i nie siebie mam tu na myśli). Do stolika, przy którym siedziałem w „Galicji”, podszedł dojrzały mężczyzna o interesującej brodzie i spojrzawszy na mnie rzucił: „Nieźle się pan trzyma Wojciechu Z.”. „Kto to” – spytałem siedzącego obok kolegę. „Syn Seweryna Wrońskiego, depeszowca z redakcji nocnej Słowa Polskiego” – odpowiedział. Zamurowało mnie. Przecież uczyłem go właśnie w IX Liceum, miał wtedy 16, może 17 lat! „Ale to było ponad czterdzieści lat temu – mruknął kolega – ludzie się zmieniają!

Wszystko się zmienia na tym świecie, wszystko jest w nieustannym ruchu – pisał już o tym Heraklit z Efezu! Na szczęście, ów ruch jest również twórczy, co najlepiej dostrzec obserwując niestrudzonego Zbigniewa Kawalca, któremu słusznie należał się napisany przez koleżankę Gizelę Żukowską rymowany i drukiem wydany panegiryk ku czci Dyrektora. Sto lat Zbyniu – w zdrowiu i dotychczasowej energii. I do zobaczenia za rok!

Wojciech W. Zaborowski

Mach, ciach komuna wróciła, że aż strach

„Niezłomny jest Związek…” oraz „Wyklęty powstań ludu ziemi…” – zabrzmiały 1 maja ku zdumieniu przechodniów na wrocławskim Rynku dawno nie słyszne teksty i melodie.

Młodym mówiły one niewiele, starszych przechodniów cofnęły myślami w dawno minione lata, gdy to, co narodowe, mieszało się z tym, co internacjonalistyczne, tyle że w wtedy mało kto pozwalał sobie na drwiące uśmiechy lub ironiczne uwagi.

Wszechwładny czas zweryfikował zasadność śpiewanych tekstów. Dziś nikt nie ma już złudzeń, że wspomniany Związek jest niezłomny. Jak pokazała historia – „złomny”. Niezłomne za to okazało się Stowarzyszenie (Dziennikarzy Polskich Dolny Śląsk), którego członkowie – organizatorzy walnie przybyli na tę wspomnieniowo – sentymentalno – happeningowo – parapolityczną imprezę. Nie była to oficjalna akcja Stowarzyszenia, raczej kilku członków Stowarzyszenia, jeszcze zaś dokładniej – kol. Wojciecha Macha, przy aktywnym udziale zgrupowanych w redakcji „Odrodzonego Słowa Polskiego” dziennikarzy, na czele z wiecznie młodym, choć często z przepracowania ledwo żywym wydawcą i red.naczelnym „Słowa”, kol. Leszkiem Millerem.

Człowiek niewątpliwie jest „homo ludens”, więc i zabawy prześmiewcze nie są mu obce. Jak tu więc było nie skorzystać z okazji, gdy dawne tematy tabu przestały być niebezpieczne i zakazane?

Nie będę się rozpisywał, „co” świętowano i „po co”, gdyż impreza odbywała się, jakby to określili filolodzy tłumacząc termin z łaciny, w czasie „teraźniejszym historycznym”i dla nas, pamiętających pochody i akademie „ku czci”, była po części sentymentalną zabawą, powrotem do młodości, dla młodzieży zaś uzupełnieniem historycznej niewiedzy. Bardziej więc należy utrwalić na wieczną rzeczy pamiatkę g d z i e świętowaliśmy i j a k.

Miejsce: lokal z ogródkiem o nazwie „PRL” w samym sercu miasta na Rynku.

Punktualnie o godz. 12.00, gdy główny organizator kol. Wojciech Mach w wyjściowym imperialno – operetkowym generalskim mundurze przeprowadził już probę mikrofonu i materiałów fonograficznych z czasów wczesnego Stalina i późnego Gierka, przybyli: kol., kol. Lesław Miller, Grzegorz Wojciechowski, Henryk Kwiatkowski (prosto z Londynu na znak międzynarodowej więzi) i piszący te słowa (tym razem prosto z Niemiec – również na znak więzi). Na miejscu była już reprezentantka świata sztuki (czy też, jak niektórzy wolą: sztuka reprezentująca świat kultury) kol. Anna Pudłowska.

Kol. Mach nacisnął guzik, ruszył pokrętłem czasu… i się zaczęło. Przez głośniki popłynęły znane nam melodie jeszcze z czasów, gdy przez tzw. kołchoźniki, głośniki umieszczone na słupach w centrum każdego miasteczka, wyśpiewywał je wszystkim miłującym pokój bratnim narodom chór Aleksandrowa. Dołączyliśmy nasze głosy do chóru, tym bardziej, ze „PRL”– owska kelnerka, urocza Roksana w stroju organizacyjnym spowodowała, że wydawało się nam, iż wsiedliśmy w wehikuł czasu i dorównujemy jej wiekiem! Przebudzenie, uświadomienie sobie, że to jednak inna epoka i czas nieubłaganie mija, przyszło wraz z rachunkiem. Stanowczo ceny za piwo i kiełbaski odbiegały mocno od tych z ub. wieku. O wieku Roksany i naszym już nie wspomnę!

Kol. Wojciech Mach wytrwale prosił przechodzące „towarzyszki” i „towarzyszy” o refleksje na temat święta, a jako że jednocześnie na Rynku odbywało się gitarowe szaleństwo, bicie rekordu w zbiorowej grze na tym instrumencie, więc też wielu uczestników wystąpiło przed mikrofonem naszego kolegi.

Pierwszy maj minął, znając jednak pomysłowość i temperament kolegów, nie wątpię, że wiele się jeszcze w tym pełnym świąt miesiącu wydarzy. Byle tylko z okazji Wniebowstąpienia nie chcieli naśladować Mistrza. Przyzwyczaiłem się do ich widoku na Ziemi!

Wojciech W. Zaborowski

 

Spotkanie opłatkowe 2016: vivat Sponsorzy, vivat Seniorzy!

Tym pierwszym zawdzięczamy podniebienne wzruszenia, jakich doznaliśmy 14 grudnia w czasie wigilijnego poczęstunku na tradycyjnym spotkaniu opłatkowym w restauracji „Galicja” hotelu „Polonia” przy ulicy Józefa Piłsudskiego.

 

Barbara i Andrzej Szumscy (Agolma Wrocław), Janusz Cymanek (prezes Michael Huber Polska), Ryszard Sofiński (prezes Kuźnia Polska SA), Michał Gembal (ARCUS SA Warszawa), Małgorzata Kaczmarski (właścicielka Kaczmarski Inkaso sp. z o.o.), Halina Łoś (prezes ATOM sp. z o.o.), Władysław Piszczałka (prezes MAT Wrocław), Bogusław Klik (AmRes sp. z o.o.), Andrzej Dadełło (DSA SA) umożliwili nam tegoroczną wigilijną biesiadę. Nie bez kozery wymieniam ich na początku, gdyż menu – to co wędrowało na nasze stoły, było w tym roku szczególnie wyborne i zróżnicowane. Bez finansowego wsparcia darczyńców, znając skromne możliwości finansowe SD RP Dolny Śląsk, słowo„uczta” nie miałoby racji bytu w niniejszym sprawozdaniu. Serdeczne dzięki za wsparcie!

 

 

Gdy o seniorach mowa, wypada w imieniu naszej prawie osiemdziesięcioosobowej gromadki, która pojawiła się w „Galicji”, szczególne wyrazy wdzięczności – za niezmienne okazywanie sympatii i zainteresowania dziennikarskiej rodzinie – skierować w stronę sędziwego, byłego metropolity wrocławskiego, Jego Eminencji ks. Kardynała Henryka Gulbinowicza. Od paru dziesięcioleci spotyka się z nami w ten przedbożonarodzeniowy czas, dzieląc się opłatkiem, życzeniami i wspomnieniami z długich lat kapłańskiej posługi na Dolnym Śląsku. Jesteśmy pewni, że nie było to ostatnie nasze spotkanie! Wzajemną sympatię i szacunek, jakim darzymy Hierarchę, wyraził miły gest wręczenia okolicznościowego dyplomu, który w imieniu Stowarzyszenia przekazał przewodniczący SD RP Dolny Śląsk, red. Ryszard Mulek.

 

 

Z radością witaliśmy się z byłym dyrektorem naszego, również już byłego Wrocławskiego Wydawnictwa Prasowego, Zbigniewem Kawalcem, który swą nieustanną aktywnością w naszym środowisku mógłby zawstydzić niejednego młodzika. Patrząc na niego, na wiecznie zapracowanego red. Czarka Żyromskiego, pełnego wciaż nowych pomysłów red. Jana Akielaszka i pasjonata dziennikarskiej działalności red. Lesława Millera, trudno nie zadać sobie pytania, czemu tak wiele naszych Koleżanek i Kolegów, emerytow wprawdzie, ale w dobrej fizycznej kondycji, nie tylko stroni od regularnych kontaktów ze swym dawnym środowiskiem, ale nawet omija tak wyjątkowe spotkania, jak wigilijna wieczerza przy wspólnym stole. Może przeczytawszy te słowa, zdecydują się i przyjdą na styczniowe spotkanie noworoczne? Łączą nas przecież wspomnienia z pracy w mediach, wspólnie przeżywane troski i radości związane z pełnieniem dziennikarskich powinności. A z każdym rokiem jest nas coraz mniej, czego nie sposób nie zauważyć, gdy od lat bierze się udział w wigilijnych spotkaniach.

Ale to są refleksje pouroczystościowe. Na galicyjskim forum dominowała radość, nie nostalgia, a widok znajomych twarzy w połączeniu z ciepłą, pełną serdeczności atmosferą, jaką umieli stworzyć organizatorzy, m.in. reprezentujący Zarząd SD RP Dolny Śląsk wszechobecny red. Bogusław Serafin, pozostawiła jak najlepsze wspomnienia i wzbierającą tęsknotę za jak najszybszym ponownym spotkaniem. Tak więc – do Nowego Roku!

Wojciech W. Zaborowski (zdjęcia również)

Znów byliśmy razem

Nietypowe spotkanie, bo choć się nie widzieliśmy, odczuwaliśmy bliskość i obecność tych, którzy od nas odeszli. Taka też idea przyświecała zaduszkowemu spotkaniu w „Kaczce Dziwaczce”.

W piątkowe popołudnie, tuż po Święcie Zmarłych – Zaduszkach, zgromadził nas, żyjących, pamiętających, poczuwających się – obowiązek wspomnienia – a więc i przedłużenia życia Koleżanek i Kolegów, którzy tak niedawno jeszcze stanowili cząstkę naszej medialnej społeczności.

Spoglądam na leżącą na biurku tytułową stronę „Samego Życia”, dwutygodnika w języku polskim wydawanego w Dortmundzie dla Polaków w Niemczech. Pod zdjęciem zatytułowanym „Listopadowa zaduma” znajduje się myśl idealnie pasująca do tego typu wspomnieniowych rozważań: „Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć po nim”. To uwspółcześniona wersja znanej od czasów starożytnych sentencji „non omnis moriar”. Podobne, choć bardziej dobitne stwierdzenie, cytat z jednego z wystąpień Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego, znajduje się przy wejściu na cmentarz powązkowski w Warszawie: Narody, które tracą pamięć, giną. Pamieć o zmarłych łączy wierzących i niewierzących, obecna jest we wszystkich kulturach i okresach historycznych. Pozostajemy wierni tej tradycji.

Naszej trzydziestoosobowej gromadce przewodniczyli stojący na czele SD RP Dolny Śląsk Ryszard Mulek oraz Bogusław Serafin. Nie zabrakło też „nieśmiertelnego” prezesa dawnego koncernu prasowego, Zbigniewa Kawalca. Organizatorzy zadbali o atmosferę godną tego typu spotkań. Koledzy Zmarłych w swych wspomnieniach spowodowali, że przez parę godzin cofnął się czas i z przeszłego stał się teraźniejszym.

Andrzej Milcarz wspominał Michała Żywienia , pioniera wrocławskiej prasy i wieloletniego dziennikarza „Słowa Polskiego” oraz Ryszarda Skałę, szefa wrocławskiej popołudniówki „Wieczor Wrocławia”. Tadeusz Hołubowicz, dziennikarz i poeta, emocjonalnie i poetycko przywołał postać Zbigniewa Umańskiego. Lesław Miller, wydawca i red. naczelny „Odrodzonego Słowa Polskiego” przedstawił postać zmarłego w tym roku redaktora naczelnego dawnego „Słowa Polskiego” Czesława Kubasika. Piszący te słowa podzielił się anegdotami o zmarłym w 2000 roku aforyście, satyryku i dziennikarzu Henryku Jagodzińskim. O nim mówił też ze swadą i jak zawsze językiem barwnym Zdzisław Smektała. Nie można zapomnieć wystąpienia Cezarego Żyromskiego. Głos zabierali nie tylko dziennikarze. Dawne lata i ludzi, których wtedy spotykał, wspominał również Janusz Kaczorowski, metrampaż z byłej drukarni prasowej.

W ciągu ostatnich trzech lat opuściło nasze szeregi aż pietnaścioro Koleżanek i Kolegów. Coraz mniej nas, pamiętających tych, którzy jeszcze wcześniej zrezygnowali z tymczasowości życia. Dlatego tak ważne wydaje się, by dopóki jesteśmy w stanie uczynić pamieć o nich żywą, nie rezygnować z tej szansy. Bo przecież, sami – po jakimś nie znanym nam jeszcze czasie – staniemy się też obiektem wspomnień.

Tekst, zdjęcia:

Wojciech W. Zaborowski

Seniorzy na tradycyjnym „opłatku” 2015

Nie „Wall Street”, nie „Mercure”, nie „Cesarsko – Królewska Galicja” ani żaden inny „świecki” lokal! W tym roku władza legislacyjno – wykonawcza naszego Stowarzyszenia postanowiła dać nam, seniorom, rzadką okazję do rozmyślań na temat świętości i… grzechów.

Nie sądzę, by inicjatorom spotkania udało się osiągnąć swój cel, a to ze względu na znany w świecie dziennikarski obiektywizm i neutralność, która w tym wypadku kazała od grzesznych pokus trzymać się raczej z daleka, ale i do świętości jakoś nas nie doprowadzała.

 

Wybranie na tegoroczną wymianę bożonarodzeniowych i noworocznych życzeń lokalu w hotelu noszącym nazwę „Maria Magdalena” jest bowiem wymowne. Gdy do tego dodamy, że lokal mieścił się przy ulicy noszącej również nazwę Marii Magdaleny, ulica zaś graniczyła z polskokatolicką katedrą pod wezwaniem…, oczywiście, że wspomnianej już parokrotnie Marii Magdaleny, to zbieżność ta nie wydaje się przypadkowa!

Wyraźnie jednak na ducha naszego spotkania wpływ miała Maria Magdalena z drugiego etapu swego życia, nie myśleliśmy bowiem o wątpliwych używkach i cielesnych uciechach (choć jadła i napoje jak zawsze zbierały opinie tylko pozytywne), bardziej skupialiśmy się na strawie duchowej. Do takiego przeżywania nadchodzących świątecznych dni obligował nas nie tylko zaszczytny status „seniora”, ale i obecność Dostojnego Gościa, a zarazem sprawdzonego przyjaciela naszego dziennikarskiego środowiska, J. Em. Ks. Henryka Kardynała Gulbinowicza.

Ksiądz Kardynał zaszczycił nasze opłatkowe spotkanie już po raz dwudziesty. O tym jubileuszu wspomniał w sposób szczególnie serdeczny, witając sędziwego Hierarchę, szef naszej dolnośląskiej gromadki, red. Waldemar Niedźwiecki. Oczywiście, nie tylko on reprezentował zarząd Stowarzyszenia. Obecny był zarówno sekretarz, red. Bogusław Serafin, jak i członek zarządu, red. Ryszard Mulek. To uzupełnienie nie tyle w ramach obowiązującego niegdyś protokołu (te czasy mamy dawno za sobą), ale dla podkreślenia ich wyjątkowej roli w sprawnym doprowadzeniu do tegorocznego spotkania, które na parę dni przed planowanym terminem, z powodu lokalowych perturbacji, stanęło pod znakiem zapytania. Intensywnemu działaniu zarządu zawdzięczamy zarówno przytulenie przez św. Marię Magdalenę, jak i na czas otrzymaną informację o nagłej zmianie miejsca planowanej imprezy.

 

Na szczęście, wspomniane perturbacje nie miały wpływu ani na nastroj panujący na spotkaniu, ani na frekwencję. Na opłatek przybyło prawie 90 osób. Nie stawili się tylko ci, którzy z sobie tylko wiadomych powodów, od lat nie chcą nam składać życzeń, ani przez nas być nimi obdarowanymi.

 

Nasz Dostojny Gość, Ks. Kardynał Gulbinowicz, który nie tylko regularnie zasiada na naszej opłatkowej biesiadzie, ale również – pamiętając o tradycji, nie przyszedł z pustymi rękami. Obdarował nas prezentem nie materialnym, ale jedynym w swoim rodzaju – modłami. W czasie porannej liturgii zaniósł je w naszej intencji do Najwyższego w niebiosach.

 

Darczyńcami byli również sponsorzy, którym nasze spotkanie zawdzięczamy. Byli nimi:Janusz Cymanek (Huber Group Polska), Ryszard Sofiński (Kuźnia Polska), Władysław Piszczałka (MAT), Halina Łoś (ATOM), Bogusław Klik (AmRest), Michał Gembal (ARCUS), Andrzej Dadełło (DSA Financial), Maciej Kaczmarski (Grupa Kaczmarski) oraz Barbara i Andrzej Szumscy (AGOLMA).

 

Dzieląc się opłatkiem – cieszyliśmy się widokiem Koleżanek i Kolegów, uświadamiając sobie w czasie wspomnień, jak wspaniałym darem jest życie. Dodatkowy posmak nadaje mu w naszym wypadku specyfika dziennikarskiego zawodu, dalej uprawianego przez część Kolegów, mimo posiadanego już z racji wieku statusu seniora. Do nich należy m.in. dawny wszędobylski reporter „Słowa Polskiego” a dziś wydawca kilku lokalnych gazet i regionalnego miesięcznika, wznowionego przed paru laty, z sentymentem redagowanego „Odrodzonego Słowa Polskiego”, red. Lesław Miller. Do piszących seniorów, których z radością witaliśmy, zaliczyć też trzeba właściciela,wydawcę, redaktora i fotoreportera w jednej osobie, barwnego miesięcznika z Trzebnicy „Rzeczpospolita Dolnośląska”, red. Waldka Marca, jak również red. Grzegorza Wojciechowskiego (zastępca red. naczelnego „Odr. Słowa Polskiego”), Jasia Akielaszka (dawniej prasa wojskowa, dziś wydawnictwo „W kolorach tęczy”), red. Tadzia Hołubowicza (red. nacz. kwartalnika „EuroArt” i prezes Grupy Literackiej „Bohema Wrocławska”).Trochę nieskromnie, dodam też tu i siebie( m.in.„Samo Życie” w Niemczech, „Odr. Słowo Polskie” Wrocław).

 

Jak zawsze, towarzysko brylował Zbigniew Kawalec, od lat już przez wypadki dziejowe zwolniony z obowiązków dyrektora dawnego wrocławskiego wydawnictwa prasowego oraz siedzący vis a vis mnie dawny konkurent (prasowy, prasowy!) powszechnie znany i lubiany red. Janusz Szmyrka. Ten krąg zamyka senior (wierzyć się nie chce – bo wygląda, jak przed 30 laty!) red. Stasio Spyra (dawny organ CRZZ „Głos Pracy” i jednocześnie animator życia kulturalnego).

 

A gdy trzeba było, po miło spędzonych godzinach, opuścić przybytek Marii Magdaleny, i część uczestników postanowiła „pójść w miasto”, poważnie się obawiałem, że tym razem w poszukiwaniu recepty na atrakcyjne spędzenie dalszej części wieczoru, nawiążą raczej do Marii Magdaleny z pierwszego okresu jej życia. Na szczęście (?), obawy okazały się nieuzasadnione. Chyba jednak coraz bliżej nam do świętości – aż żal!

 

Tekst i zdjęcia: Wojciech W. Zaborowski

„Powróćmy jak za dawnych lat…”

Panta rei – wszystko płynie! Tyle się wokół nas w ciągu minionych lat zmieniło. Nie ma już księgarni na rogu ulic Piotra Skargi i Podwala, zniknął pobliski kosk z gazetami, kosmetykami i wyrobami tytoniowymi.Pozostaliśmy na szczęście my, przynajmniej tego piątkowego popołudnia 18 września, gdy jako grupa weteranów medialno-dziennikarskich dawnego wrocławskiego wydawnictwa prasowego RSW podążaliśmy na spotkanie do naszego byłego prasowego bufetu, a od lat już wykwintnej restauracji „Wall Street”. Jej magnetyczna siła „przyciągania dziennikarzy starszego pokolenia” – jak to ujęli nigdyś autorzy drukowanej przez „Politykę” sondy o wrocławskich pubach i restauracjach, wynika niewątpliwie nie tylko z jakości serwowanych potraw, ale również z klasy i uroku Doroty Zawadki, od lat prowadzącej bliski nam wspomnieniowo obiekt gastronomiczny.


Nakarmi i napoi, do tego urokliwa Dorota Zawadka

Tłoku nie było. Niestety! Doliczyłem się niespełna trzech dziesiątek Koleżanek i Kolegów. Pomijając nawet naturalne ubytki w osobowym składzie, wynikające z upływu czasu i niezmiennych praw biologii, nieobecności wielu osób nie potrafiliśmy sobie wytłumaczyć. Tym bardziej, że na spotkania seniorów przychodzi rokrocznie o wiele więcej Kol. Kol., choć w sumie seniorów jest przecież mniej, niż wszystkich byłych i aktywnych pracowników dawnej RSW! Może niektórych zniechęciła czekająca po pożegnaniu lata jesień i w ten sposób chcieli zaprotestować przeciwko przemijaniu?

Tym bardziej jednak radośnie witaliśmy się ze wszystkimi, którzy nie zapomnieli własnego życiorysu i na doroczne spotkanie przybyli – często nawet z daleka!

Krótka relacja ze spotkania, nawet w połączeniu z z refleksyjną zadumą na temat przemijania i związanego z tym pożegnania (nie tylko lata!) nie jest co prawda listą obecności, jak tu jednak nie wspomnieć, o uczestnikach, którzy właśnie ową – mimo przemijania – nieprzemijającą atmosferę radosnego obcowania w dawnym, bliskim nam i tak dobrze znanym kręgu osób, tworzyli.


Zbigniew Kawalec – dyrektor, ale i przyjaciel dziennikarskiej braci

Wymienić więc wypada na początek tych, którym tę imprezę zawdzięczamy. Dyrektor Zbigniew Kawalec, od lat niestrudzony organizator i dobry duch opiekuńczy pracowników podległej sobie przed laty instytucji, stał się dla nas z biegiem lat przyjacielem, a często i powiernikiem w sprawach prywatnych. Inna rzecz, ze nawet jako zwierzchnik RSW, zawsze przejmował się naszymi problemami i można było liczyć na jego życzliwość. Serdecznie powitaliśmy przybycie głównej księgowej dawnego wydawnictwa, kol. Reginę Podrez, która mimo sędziwego wieku aktywnie uczestniczy w każdym naszym spotkaniu. Nie zabrakło przedstawicieli zarządu SD RP, współorganizatorów „Pożegnania”. Zarówno tradycyjnie, a tajemniczo niczym Mona Liza uśmiechnięty sekretarz Bogusław Serafin, jak i rzeczowy, a konkrety lubiący członek zarządu Ryszard Mulek, przybyli na długo przed rozpoczęciem imprezy do siedziby Stowarzyszenia, by dopiąć sprawy formalne, jak również porozmawiać o tegorocznym spotkaniu z piszącym te słowa.


Kol. sekretarz Bogusław Serafin. Za chwilę zejdzie do „Wall Street”


Kol. Ryszard Mulek

Przybycie Kol. Juliana Bartosza wniosło niewątpliwie do spotkania m.in. akcent historyczno-międzynarodowy, a to dzięki tematyce jego książek, (m.in. o A. Hitlerze) rozmowie, która wywiązała się na ten temat przy restauracyjnym ogródku i znanemu nie od dziś temperamentowi polemicznemu wybitnego znawcy spraw niemieckich.


Kol. Lesław Miller – jego nie mogło nie być!

W najbliższym moim otoczeniu znaleźli się Koledzy, z którymi utrzymuję od lat – chciałoby się powiedzieć – codzienny kontakt. Umożliwiają to telefon, internet i nadal aktywne uprawianie dziennikarskiego ogródka. Kol. Lesław Miller, jak pamiętam z dawnego „Słowa Polskiego”, zawsze zawodowo solidny, dyspozycyjny i odpowiedzialny, nie zmienił się pod tym względem i dziś, jako wydawca i red. naczelny „Odrodzonego Słowa Polskiego”. Jasne, że nie mogło go zabraknąć na naszym spotkaniu, podobnie, jak Kol. Czarka Żyromskiego, którego argusowe oko, zarówno wczoraj, jak i dziś, nigdy nie przypuściło w drukarni, sekretariacie redakcji, czy przy lekturze naszych tekstów żadnego błędu, ani stylistycznej niezręczności.

Wspomnienia mej dziennikarskiej młodości wywołało przybycie Kol. Krzysia Kucharskiego z dawnej „Gazety Robotniczej” (dziś „Wrocławskiej”). Przed laty, na przełomie szóstej i siódmej dekady XX wieku, reprezentując dwie różne redakcje, razem wypytywaliśmy aktora Władysława Hańczę o jego teatralne przeżycia, gdy, w związku ze zdjęciami do filmu, mistrz przybył do Wrocławia (note bene przyjął nas w piżamie, odpoczywając w hotelowym łożu).

W interesującą pogawędkę wdałem się z Kol. Waldemarem Marcem, naczelnym i wydawcą „Rzeczpospolitej Trzebnickiej”. Jako posiadacze aparatów „Nikon” tej samej serii, mogliśmy tematykę czysto dziennikarską wzbogacić o obiektywizm (tzn. rozmowę na temat stosowanych do zdjęć obiektywów). A na tym polu, obiektywnego przedstawiania przez obiektyw nieobiektywnej rzeczywistości – Kolega Waldek ma osiągnięcia wręcz rewelacyjne!

Pierwszy obiektyw Rzeczypospolitej Trzebnickiej, Kol. Waldemar Marzec

Jak zawsze z zainteresowaniem słuchać można było Kazimierz Burnata – literata, dziennikarza, tłumacza, animatora kultury, znającego wartość, ale i względność słowa.

Zamykając to wspomnienie spotkania i spotkanych, niech mi wolno będzie wymienić siedzącą obok mego stolika młodą parę, tzn. zdecydowanie młodszych od nas tu wymienionych: Annę i Jana Aleksandra Drajczyka. Sympatyczna Kol. Anna związana była przed laty z wydawnictwem prasowym, Kol. Jan, działający m.in. w Stowarzyszeniu Chemików Wojskowych RP, jest jednocześnie członkiem SD RP Dolny Śląsk. To właśnie na nich patrząc uświadomiłem sobie, że wprawdzie żegnamy lato, nadchodzi jesień, przyjdzie zima – ale po zimie znów wróci wiosna i… przyroda odmłodnieje. Takie są odwieczne prawa natury. Cieszmy się więc życiem, Koleżanki i Koledzy. Nie omijajcie naszych wspomnieniowych spotkań. I – aby do wiosny!

Kol. Anna i Jan Aleksander Drajczykowie

 


Wojciech W. Zaborowski w obiektywie B. Serafina

Tekst i zdjęcia: Wojciech W. Zaborowski

 

25 lat bez RSW

W tym roku mija 25 lat od likwidacji RSW „Prasa-Książka-Ruch”. Z inicjatywy byłego dyrektora wrocławskiego wydawnictwa Zbyszka Kawalca co roku odbywają się spotkania – jak my to żartobliwie nazywamy – „sierot po RSW”. W restauracji „Galicja” we Wrocławiu spotykają się byli dziennikarze i pracownicy administracyjno-techniczni byłego wydawnictwa.

Był czas na wspomnienia i refleksje. Wszyscy mówili, że kiedyś zarobki wprawdzie nie były rewelacyjne, ale każdego było stać na jako takie życie i wyjazd raz w roku na wczasy w kraju lub Bułgarii. Dzisiaj tylko wielkie, ale nieliczne gwiazdy dziennikarskie, głównie w telewizji, mają kontrakty na wysokie pensje. Pozostała większość zarabia grosze.

Wrócę do ostatniego spotkania, które zbiegło się z jubileuszem Reginy Podrez, byłej zastępcy dyrektora wydawnictwa. Obchodziła właśnie urodziny. Które? Jak powiedział Zbyszek Kawalec, piąte „osiemnastki”. Jubilatka otrzymała duży bukiet kwiatów i pamiątkowe liczydło. Pomyśleliśmy z rozrzewnieniem, jaki teraz jest szybki postęp techniczny, za naszego życia nastąpił przeskok od liczydła do komputera.

Nie zapomniano o Zbyszku Kawalcu. Grupa dziennikarzy i pracowników „Wieczoru Wrocławia” wykonała i wręczyła mu pamiątkową, żartobliwą stronę tej gazety.

Z roku na rok na spotkaniach organizowanych w „Galicji” jest nas coraz mniej. Od czasu ostatniego spotkania odeszli na zawsze dziennikarze: Tadeusz Dudź, Czesław Kryczek, Stanisław Kędzierski, Maria Bułacik, Ryszard Pollak, Krystyna Filcek, Ryszard Zaremba, Andrzej Kępiński. Uczciliśmy Ich pamięć chwilą ciszy.

 

Kiedyś Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza „Prasa-Książka-Ruch” była największym wydawcą czasopism w Polsce. Emitowała kilkaset gazet – od dzienników, po tygodniki, gazety dla kobiet i dzieci oraz miesięczniki.
We Wrocławiu funkcjonowało wydawnictwo Wrocławskie Wydawnictwo Prasowe RSW, kierowane przez Zbigniewa Kawalca, wydające „Słowo Polskie”, „Gazetę Robotniczą”, „Wieczór Wrocławia”, „Wiadomości”, „Odrę”, „Nowiny Jeleniogórskie”, „Konkrety” i „Trybunę Wałbrzyską”.
W wyniku przemian ustrojowych RSW i wszystkie wydawnictwa terenowe zostały zlikwidowane, zostawiając tytuły prasowe na pastwę losu. Jedne padły, inne przekształciły się w spółdzielnie lub spółki pracownicze. Największą porażką dolnośląskiej prasy było sprzedanie „Słowa Polskiego”, „Gazety Robotniczej” i „Wieczoru Wrocławia” niemieckiemu wydawcy. Zrobił to nie kto inny tylko grupa naszych byłych kolegów dziennikarzy, którym nie warto podać ręki, a ich nazwisk nie ujawniam, by oszczędzić im wstydu.
W wyniku tego zamiast trzech dzienników jest tylko jeden lokalny: „Gazeta Wrocławska”. Wprawdzie jest ona bardzo dobrze redagowana przez naczelnego Arkadiusza Franasa, ale czytelnicy nie mają wyboru między dziennikami, bo oprócz tego dziennika mają tylko jeszcze wrocławską wkładkę do „Gazety Wyborczej”.
Dla prasy papierowej nadeszły trudne czasy, bo spadają nakłady. Ludzie zamiast kupować gazety, korzystają z bezpłatnych informacji w Internecie, których poziom jest wręcz żenująco niski.

Tekst i zdjęcia: Lesław Miller


Grupa najwytrwalszych uczestników spotkań.

 


Za chwilę historyczne liczydło Regina Podrez odbierze z rąk Zbigniewa Kawalca.

 


„Dla Hucuła [boć Zbigniew Kawalec z Kołomyi] nie ma życia jak na Karłowicach”.

 


Witold Podedworny i Wiesław Sowała.

 


Katarzyna Kaczorowska, Andrzej Milcarz i Ewa Ziemiańska.

 


Urszula Włodarska, Iwona Huchla i Cezary Żyromski.

 


Marek Sznajder i Bruno Brożyniak.

Rzecz o poetach czytających własne utwory

W Klubie Pod Kolumnami poeci Grupy Literackiej BOHEMA WROCŁAWSKA spotkali się z publicznością na trzecim spotkaniu literackim, gdzie czytali wiersze własnego autorstwa. Spotkanie zostało zorganizowane przez Grupę Literacką oraz Stowarzyszenie Instytut Twórców Animatorów Kultury Historii i Literatury oraz redakcję Czasopisma Literackiego EuroArt.

Wszyscy słuchacze ochoczo zabierali głos, mówiąc o swoich osobistych odczuciach i (niektórzy) o różnych aspektach literackich zawartych w czytanych utworach poetyckich.

Spotkanie prowadził red. Tadeusz Hołubowicz, mówiąc o celach jakie stawia sobie ta grupa twórców. Jego zdaniem BOHEMA WROCŁAWSKA powinna, z biegiem czasu, stać się awangardową w sposobie tworzenia, unikając przy tym krańcowych tendencji abstrakcjonizmu, ale ze stosowaniem skrótowych form wypowiedzi z bogatymi treściami artystycznymi, w których znajdą swoje poczesne miejsce takie tropy literackie jak np.: metafory, oksymorony, inwersje, porównania, puenty itd.

 

Poniżej zamieszczamy przykładowe utwory poetyckie członków BOHEMY WROCŁAWSKIEJ, które były zaprezentowane na spotkaniach w dniach: 10 grudnia 2014 r., 21 stycznia br. A 12 lutego 2015 r. z okazji WALENTYNEK w utworach poetyckich dominowała tematyka miłosna.

 

Danuta Dobrucka

MUSY KOBIETY

 

Kobieta musi być ładna

Mądra, ale nie za mądra

Musi na wszystko uważać

bo inaczej to jest flądra

 

Powinna być elegancka

i ładnie się prezentować

by taki co ją wybierze

nie musiał potem żałować

 

Być dobra i przyjacielska

powinna umieć gotować

Z natury ma być anielska

i dawać się molestować

 

Nad mężem nie śmie górować

W małżeństwie grać drugie skrzypce

Mężowi akompaniować

nosić koronki na pupce

 

To tylko część jej zalet

Wszystkich nie sposób wymienić

bo jeszcze dużo dochodzi

gdybyś zamierzał się żenić

 

A mężczyzna?

powinien nie pić nie palić

a także się nie łajdaczyć

to jest właściwie już wszystko

bo resztę można wybaczyć.

 

Zbigniew Ciesielski

MAGIA MIŁOŚCI

 

Miłość nigdy się nie spóźnia

zawsze stoi na straży

jest wieżą warowną

światłem w ciemności

drogowskazem

ukojeniem w samotności

kluczem do serca

bramą do świata wzruszeń

jest obliczem Boga Miłosiernego

wieczna jak sam Stwórca

jest Strażnikiem Sumienia

 

Zofia Fajkowska

TĘSKNOTA ZA…

 

Taka się urodziłam

dla mnie zawsze

wszystko miało i ma odcień szarości

nie rozróżniam kolorów

a mimo to kocham życie

kocham barwy

o których opowiada mi Mama

kocham ludzi zwierzęta kwiaty ciepły wiatr

wiem że moja sukienka jest czerwona

że czerwone są także róże maki małe biedronki

zielone trawy żółte kaczeńce białe śniegi
 

Cały ten barwny świat

przytulam do mojego małego serca

i Ciebie Mamo
 

Czasem zastanawiam się

jaki kolor mają Twoje łzy

 

Mamo nie płacz

dzięki chirurgom

kiedyś moje oczy

zobaczą wszystkie barwy świata

i Twój uśmiech w kolorze…

Tadeusz Hołubowicz

W UZNANIU

Wojciechowi Witkiewiczowi – profesorowi medycyny

 

Któż

z wawrzynów wieniec Ci da

Jeśli nie taki jak ja

Bez jupiterów

bez reklam wybłyszczonych

w hołdzie

najlepsze co mam

 

Poeta nie żartuje

Poeta Cię zna

na Panteonie miejsce

dla Ciebie

w uznaniu zasług ofiarności ma