Spotkanie opłatkowe 2016: vivat Sponsorzy, vivat Seniorzy!

Tym pierwszym zawdzięczamy podniebienne wzruszenia, jakich doznaliśmy 14 grudnia w czasie wigilijnego poczęstunku na tradycyjnym spotkaniu opłatkowym w restauracji „Galicja” hotelu „Polonia” przy ulicy Józefa Piłsudskiego.

 

Barbara i Andrzej Szumscy (Agolma Wrocław), Janusz Cymanek (prezes Michael Huber Polska), Ryszard Sofiński (prezes Kuźnia Polska SA), Michał Gembal (ARCUS SA Warszawa), Małgorzata Kaczmarski (właścicielka Kaczmarski Inkaso sp. z o.o.), Halina Łoś (prezes ATOM sp. z o.o.), Władysław Piszczałka (prezes MAT Wrocław), Bogusław Klik (AmRes sp. z o.o.), Andrzej Dadełło (DSA SA) umożliwili nam tegoroczną wigilijną biesiadę. Nie bez kozery wymieniam ich na początku, gdyż menu – to co wędrowało na nasze stoły, było w tym roku szczególnie wyborne i zróżnicowane. Bez finansowego wsparcia darczyńców, znając skromne możliwości finansowe SD RP Dolny Śląsk, słowo„uczta” nie miałoby racji bytu w niniejszym sprawozdaniu. Serdeczne dzięki za wsparcie!

 

 

Gdy o seniorach mowa, wypada w imieniu naszej prawie osiemdziesięcioosobowej gromadki, która pojawiła się w „Galicji”, szczególne wyrazy wdzięczności – za niezmienne okazywanie sympatii i zainteresowania dziennikarskiej rodzinie – skierować w stronę sędziwego, byłego metropolity wrocławskiego, Jego Eminencji ks. Kardynała Henryka Gulbinowicza. Od paru dziesięcioleci spotyka się z nami w ten przedbożonarodzeniowy czas, dzieląc się opłatkiem, życzeniami i wspomnieniami z długich lat kapłańskiej posługi na Dolnym Śląsku. Jesteśmy pewni, że nie było to ostatnie nasze spotkanie! Wzajemną sympatię i szacunek, jakim darzymy Hierarchę, wyraził miły gest wręczenia okolicznościowego dyplomu, który w imieniu Stowarzyszenia przekazał przewodniczący SD RP Dolny Śląsk, red. Ryszard Mulek.

 

 

Z radością witaliśmy się z byłym dyrektorem naszego, również już byłego Wrocławskiego Wydawnictwa Prasowego, Zbigniewem Kawalcem, który swą nieustanną aktywnością w naszym środowisku mógłby zawstydzić niejednego młodzika. Patrząc na niego, na wiecznie zapracowanego red. Czarka Żyromskiego, pełnego wciaż nowych pomysłów red. Jana Akielaszka i pasjonata dziennikarskiej działalności red. Lesława Millera, trudno nie zadać sobie pytania, czemu tak wiele naszych Koleżanek i Kolegów, emerytow wprawdzie, ale w dobrej fizycznej kondycji, nie tylko stroni od regularnych kontaktów ze swym dawnym środowiskiem, ale nawet omija tak wyjątkowe spotkania, jak wigilijna wieczerza przy wspólnym stole. Może przeczytawszy te słowa, zdecydują się i przyjdą na styczniowe spotkanie noworoczne? Łączą nas przecież wspomnienia z pracy w mediach, wspólnie przeżywane troski i radości związane z pełnieniem dziennikarskich powinności. A z każdym rokiem jest nas coraz mniej, czego nie sposób nie zauważyć, gdy od lat bierze się udział w wigilijnych spotkaniach.

Ale to są refleksje pouroczystościowe. Na galicyjskim forum dominowała radość, nie nostalgia, a widok znajomych twarzy w połączeniu z ciepłą, pełną serdeczności atmosferą, jaką umieli stworzyć organizatorzy, m.in. reprezentujący Zarząd SD RP Dolny Śląsk wszechobecny red. Bogusław Serafin, pozostawiła jak najlepsze wspomnienia i wzbierającą tęsknotę za jak najszybszym ponownym spotkaniem. Tak więc – do Nowego Roku!

Wojciech W. Zaborowski (zdjęcia również)

Znów byliśmy razem

Nietypowe spotkanie, bo choć się nie widzieliśmy, odczuwaliśmy bliskość i obecność tych, którzy od nas odeszli. Taka też idea przyświecała zaduszkowemu spotkaniu w „Kaczce Dziwaczce”.

W piątkowe popołudnie, tuż po Święcie Zmarłych – Zaduszkach, zgromadził nas, żyjących, pamiętających, poczuwających się – obowiązek wspomnienia – a więc i przedłużenia życia Koleżanek i Kolegów, którzy tak niedawno jeszcze stanowili cząstkę naszej medialnej społeczności.

Spoglądam na leżącą na biurku tytułową stronę „Samego Życia”, dwutygodnika w języku polskim wydawanego w Dortmundzie dla Polaków w Niemczech. Pod zdjęciem zatytułowanym „Listopadowa zaduma” znajduje się myśl idealnie pasująca do tego typu wspomnieniowych rozważań: „Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć po nim”. To uwspółcześniona wersja znanej od czasów starożytnych sentencji „non omnis moriar”. Podobne, choć bardziej dobitne stwierdzenie, cytat z jednego z wystąpień Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego, znajduje się przy wejściu na cmentarz powązkowski w Warszawie: Narody, które tracą pamięć, giną. Pamieć o zmarłych łączy wierzących i niewierzących, obecna jest we wszystkich kulturach i okresach historycznych. Pozostajemy wierni tej tradycji.

Naszej trzydziestoosobowej gromadce przewodniczyli stojący na czele SD RP Dolny Śląsk Ryszard Mulek oraz Bogusław Serafin. Nie zabrakło też „nieśmiertelnego” prezesa dawnego koncernu prasowego, Zbigniewa Kawalca. Organizatorzy zadbali o atmosferę godną tego typu spotkań. Koledzy Zmarłych w swych wspomnieniach spowodowali, że przez parę godzin cofnął się czas i z przeszłego stał się teraźniejszym.

Andrzej Milcarz wspominał Michała Żywienia , pioniera wrocławskiej prasy i wieloletniego dziennikarza „Słowa Polskiego” oraz Ryszarda Skałę, szefa wrocławskiej popołudniówki „Wieczor Wrocławia”. Tadeusz Hołubowicz, dziennikarz i poeta, emocjonalnie i poetycko przywołał postać Zbigniewa Umańskiego. Lesław Miller, wydawca i red. naczelny „Odrodzonego Słowa Polskiego” przedstawił postać zmarłego w tym roku redaktora naczelnego dawnego „Słowa Polskiego” Czesława Kubasika. Piszący te słowa podzielił się anegdotami o zmarłym w 2000 roku aforyście, satyryku i dziennikarzu Henryku Jagodzińskim. O nim mówił też ze swadą i jak zawsze językiem barwnym Zdzisław Smektała. Nie można zapomnieć wystąpienia Cezarego Żyromskiego. Głos zabierali nie tylko dziennikarze. Dawne lata i ludzi, których wtedy spotykał, wspominał również Janusz Kaczorowski, metrampaż z byłej drukarni prasowej.

W ciągu ostatnich trzech lat opuściło nasze szeregi aż pietnaścioro Koleżanek i Kolegów. Coraz mniej nas, pamiętających tych, którzy jeszcze wcześniej zrezygnowali z tymczasowości życia. Dlatego tak ważne wydaje się, by dopóki jesteśmy w stanie uczynić pamieć o nich żywą, nie rezygnować z tej szansy. Bo przecież, sami – po jakimś nie znanym nam jeszcze czasie – staniemy się też obiektem wspomnień.

Tekst, zdjęcia:

Wojciech W. Zaborowski

Seniorzy na tradycyjnym „opłatku” 2015

Nie „Wall Street”, nie „Mercure”, nie „Cesarsko – Królewska Galicja” ani żaden inny „świecki” lokal! W tym roku władza legislacyjno – wykonawcza naszego Stowarzyszenia postanowiła dać nam, seniorom, rzadką okazję do rozmyślań na temat świętości i… grzechów.

Nie sądzę, by inicjatorom spotkania udało się osiągnąć swój cel, a to ze względu na znany w świecie dziennikarski obiektywizm i neutralność, która w tym wypadku kazała od grzesznych pokus trzymać się raczej z daleka, ale i do świętości jakoś nas nie doprowadzała.

 

Wybranie na tegoroczną wymianę bożonarodzeniowych i noworocznych życzeń lokalu w hotelu noszącym nazwę „Maria Magdalena” jest bowiem wymowne. Gdy do tego dodamy, że lokal mieścił się przy ulicy noszącej również nazwę Marii Magdaleny, ulica zaś graniczyła z polskokatolicką katedrą pod wezwaniem…, oczywiście, że wspomnianej już parokrotnie Marii Magdaleny, to zbieżność ta nie wydaje się przypadkowa!

Wyraźnie jednak na ducha naszego spotkania wpływ miała Maria Magdalena z drugiego etapu swego życia, nie myśleliśmy bowiem o wątpliwych używkach i cielesnych uciechach (choć jadła i napoje jak zawsze zbierały opinie tylko pozytywne), bardziej skupialiśmy się na strawie duchowej. Do takiego przeżywania nadchodzących świątecznych dni obligował nas nie tylko zaszczytny status „seniora”, ale i obecność Dostojnego Gościa, a zarazem sprawdzonego przyjaciela naszego dziennikarskiego środowiska, J. Em. Ks. Henryka Kardynała Gulbinowicza.

Ksiądz Kardynał zaszczycił nasze opłatkowe spotkanie już po raz dwudziesty. O tym jubileuszu wspomniał w sposób szczególnie serdeczny, witając sędziwego Hierarchę, szef naszej dolnośląskiej gromadki, red. Waldemar Niedźwiecki. Oczywiście, nie tylko on reprezentował zarząd Stowarzyszenia. Obecny był zarówno sekretarz, red. Bogusław Serafin, jak i członek zarządu, red. Ryszard Mulek. To uzupełnienie nie tyle w ramach obowiązującego niegdyś protokołu (te czasy mamy dawno za sobą), ale dla podkreślenia ich wyjątkowej roli w sprawnym doprowadzeniu do tegorocznego spotkania, które na parę dni przed planowanym terminem, z powodu lokalowych perturbacji, stanęło pod znakiem zapytania. Intensywnemu działaniu zarządu zawdzięczamy zarówno przytulenie przez św. Marię Magdalenę, jak i na czas otrzymaną informację o nagłej zmianie miejsca planowanej imprezy.

 

Na szczęście, wspomniane perturbacje nie miały wpływu ani na nastroj panujący na spotkaniu, ani na frekwencję. Na opłatek przybyło prawie 90 osób. Nie stawili się tylko ci, którzy z sobie tylko wiadomych powodów, od lat nie chcą nam składać życzeń, ani przez nas być nimi obdarowanymi.

 

Nasz Dostojny Gość, Ks. Kardynał Gulbinowicz, który nie tylko regularnie zasiada na naszej opłatkowej biesiadzie, ale również – pamiętając o tradycji, nie przyszedł z pustymi rękami. Obdarował nas prezentem nie materialnym, ale jedynym w swoim rodzaju – modłami. W czasie porannej liturgii zaniósł je w naszej intencji do Najwyższego w niebiosach.

 

Darczyńcami byli również sponsorzy, którym nasze spotkanie zawdzięczamy. Byli nimi:Janusz Cymanek (Huber Group Polska), Ryszard Sofiński (Kuźnia Polska), Władysław Piszczałka (MAT), Halina Łoś (ATOM), Bogusław Klik (AmRest), Michał Gembal (ARCUS), Andrzej Dadełło (DSA Financial), Maciej Kaczmarski (Grupa Kaczmarski) oraz Barbara i Andrzej Szumscy (AGOLMA).

 

Dzieląc się opłatkiem – cieszyliśmy się widokiem Koleżanek i Kolegów, uświadamiając sobie w czasie wspomnień, jak wspaniałym darem jest życie. Dodatkowy posmak nadaje mu w naszym wypadku specyfika dziennikarskiego zawodu, dalej uprawianego przez część Kolegów, mimo posiadanego już z racji wieku statusu seniora. Do nich należy m.in. dawny wszędobylski reporter „Słowa Polskiego” a dziś wydawca kilku lokalnych gazet i regionalnego miesięcznika, wznowionego przed paru laty, z sentymentem redagowanego „Odrodzonego Słowa Polskiego”, red. Lesław Miller. Do piszących seniorów, których z radością witaliśmy, zaliczyć też trzeba właściciela,wydawcę, redaktora i fotoreportera w jednej osobie, barwnego miesięcznika z Trzebnicy „Rzeczpospolita Dolnośląska”, red. Waldka Marca, jak również red. Grzegorza Wojciechowskiego (zastępca red. naczelnego „Odr. Słowa Polskiego”), Jasia Akielaszka (dawniej prasa wojskowa, dziś wydawnictwo „W kolorach tęczy”), red. Tadzia Hołubowicza (red. nacz. kwartalnika „EuroArt” i prezes Grupy Literackiej „Bohema Wrocławska”).Trochę nieskromnie, dodam też tu i siebie( m.in.„Samo Życie” w Niemczech, „Odr. Słowo Polskie” Wrocław).

 

Jak zawsze, towarzysko brylował Zbigniew Kawalec, od lat już przez wypadki dziejowe zwolniony z obowiązków dyrektora dawnego wrocławskiego wydawnictwa prasowego oraz siedzący vis a vis mnie dawny konkurent (prasowy, prasowy!) powszechnie znany i lubiany red. Janusz Szmyrka. Ten krąg zamyka senior (wierzyć się nie chce – bo wygląda, jak przed 30 laty!) red. Stasio Spyra (dawny organ CRZZ „Głos Pracy” i jednocześnie animator życia kulturalnego).

 

A gdy trzeba było, po miło spędzonych godzinach, opuścić przybytek Marii Magdaleny, i część uczestników postanowiła „pójść w miasto”, poważnie się obawiałem, że tym razem w poszukiwaniu recepty na atrakcyjne spędzenie dalszej części wieczoru, nawiążą raczej do Marii Magdaleny z pierwszego okresu jej życia. Na szczęście (?), obawy okazały się nieuzasadnione. Chyba jednak coraz bliżej nam do świętości – aż żal!

 

Tekst i zdjęcia: Wojciech W. Zaborowski

„Powróćmy jak za dawnych lat…”

Panta rei – wszystko płynie! Tyle się wokół nas w ciągu minionych lat zmieniło. Nie ma już księgarni na rogu ulic Piotra Skargi i Podwala, zniknął pobliski kosk z gazetami, kosmetykami i wyrobami tytoniowymi.Pozostaliśmy na szczęście my, przynajmniej tego piątkowego popołudnia 18 września, gdy jako grupa weteranów medialno-dziennikarskich dawnego wrocławskiego wydawnictwa prasowego RSW podążaliśmy na spotkanie do naszego byłego prasowego bufetu, a od lat już wykwintnej restauracji „Wall Street”. Jej magnetyczna siła „przyciągania dziennikarzy starszego pokolenia” – jak to ujęli nigdyś autorzy drukowanej przez „Politykę” sondy o wrocławskich pubach i restauracjach, wynika niewątpliwie nie tylko z jakości serwowanych potraw, ale również z klasy i uroku Doroty Zawadki, od lat prowadzącej bliski nam wspomnieniowo obiekt gastronomiczny.


Nakarmi i napoi, do tego urokliwa Dorota Zawadka

Tłoku nie było. Niestety! Doliczyłem się niespełna trzech dziesiątek Koleżanek i Kolegów. Pomijając nawet naturalne ubytki w osobowym składzie, wynikające z upływu czasu i niezmiennych praw biologii, nieobecności wielu osób nie potrafiliśmy sobie wytłumaczyć. Tym bardziej, że na spotkania seniorów przychodzi rokrocznie o wiele więcej Kol. Kol., choć w sumie seniorów jest przecież mniej, niż wszystkich byłych i aktywnych pracowników dawnej RSW! Może niektórych zniechęciła czekająca po pożegnaniu lata jesień i w ten sposób chcieli zaprotestować przeciwko przemijaniu?

Tym bardziej jednak radośnie witaliśmy się ze wszystkimi, którzy nie zapomnieli własnego życiorysu i na doroczne spotkanie przybyli – często nawet z daleka!

Krótka relacja ze spotkania, nawet w połączeniu z z refleksyjną zadumą na temat przemijania i związanego z tym pożegnania (nie tylko lata!) nie jest co prawda listą obecności, jak tu jednak nie wspomnieć, o uczestnikach, którzy właśnie ową – mimo przemijania – nieprzemijającą atmosferę radosnego obcowania w dawnym, bliskim nam i tak dobrze znanym kręgu osób, tworzyli.


Zbigniew Kawalec – dyrektor, ale i przyjaciel dziennikarskiej braci

Wymienić więc wypada na początek tych, którym tę imprezę zawdzięczamy. Dyrektor Zbigniew Kawalec, od lat niestrudzony organizator i dobry duch opiekuńczy pracowników podległej sobie przed laty instytucji, stał się dla nas z biegiem lat przyjacielem, a często i powiernikiem w sprawach prywatnych. Inna rzecz, ze nawet jako zwierzchnik RSW, zawsze przejmował się naszymi problemami i można było liczyć na jego życzliwość. Serdecznie powitaliśmy przybycie głównej księgowej dawnego wydawnictwa, kol. Reginę Podrez, która mimo sędziwego wieku aktywnie uczestniczy w każdym naszym spotkaniu. Nie zabrakło przedstawicieli zarządu SD RP, współorganizatorów „Pożegnania”. Zarówno tradycyjnie, a tajemniczo niczym Mona Liza uśmiechnięty sekretarz Bogusław Serafin, jak i rzeczowy, a konkrety lubiący członek zarządu Ryszard Mulek, przybyli na długo przed rozpoczęciem imprezy do siedziby Stowarzyszenia, by dopiąć sprawy formalne, jak również porozmawiać o tegorocznym spotkaniu z piszącym te słowa.


Kol. sekretarz Bogusław Serafin. Za chwilę zejdzie do „Wall Street”


Kol. Ryszard Mulek

Przybycie Kol. Juliana Bartosza wniosło niewątpliwie do spotkania m.in. akcent historyczno-międzynarodowy, a to dzięki tematyce jego książek, (m.in. o A. Hitlerze) rozmowie, która wywiązała się na ten temat przy restauracyjnym ogródku i znanemu nie od dziś temperamentowi polemicznemu wybitnego znawcy spraw niemieckich.


Kol. Lesław Miller – jego nie mogło nie być!

W najbliższym moim otoczeniu znaleźli się Koledzy, z którymi utrzymuję od lat – chciałoby się powiedzieć – codzienny kontakt. Umożliwiają to telefon, internet i nadal aktywne uprawianie dziennikarskiego ogródka. Kol. Lesław Miller, jak pamiętam z dawnego „Słowa Polskiego”, zawsze zawodowo solidny, dyspozycyjny i odpowiedzialny, nie zmienił się pod tym względem i dziś, jako wydawca i red. naczelny „Odrodzonego Słowa Polskiego”. Jasne, że nie mogło go zabraknąć na naszym spotkaniu, podobnie, jak Kol. Czarka Żyromskiego, którego argusowe oko, zarówno wczoraj, jak i dziś, nigdy nie przypuściło w drukarni, sekretariacie redakcji, czy przy lekturze naszych tekstów żadnego błędu, ani stylistycznej niezręczności.

Wspomnienia mej dziennikarskiej młodości wywołało przybycie Kol. Krzysia Kucharskiego z dawnej „Gazety Robotniczej” (dziś „Wrocławskiej”). Przed laty, na przełomie szóstej i siódmej dekady XX wieku, reprezentując dwie różne redakcje, razem wypytywaliśmy aktora Władysława Hańczę o jego teatralne przeżycia, gdy, w związku ze zdjęciami do filmu, mistrz przybył do Wrocławia (note bene przyjął nas w piżamie, odpoczywając w hotelowym łożu).

W interesującą pogawędkę wdałem się z Kol. Waldemarem Marcem, naczelnym i wydawcą „Rzeczpospolitej Trzebnickiej”. Jako posiadacze aparatów „Nikon” tej samej serii, mogliśmy tematykę czysto dziennikarską wzbogacić o obiektywizm (tzn. rozmowę na temat stosowanych do zdjęć obiektywów). A na tym polu, obiektywnego przedstawiania przez obiektyw nieobiektywnej rzeczywistości – Kolega Waldek ma osiągnięcia wręcz rewelacyjne!

Pierwszy obiektyw Rzeczypospolitej Trzebnickiej, Kol. Waldemar Marzec

Jak zawsze z zainteresowaniem słuchać można było Kazimierz Burnata – literata, dziennikarza, tłumacza, animatora kultury, znającego wartość, ale i względność słowa.

Zamykając to wspomnienie spotkania i spotkanych, niech mi wolno będzie wymienić siedzącą obok mego stolika młodą parę, tzn. zdecydowanie młodszych od nas tu wymienionych: Annę i Jana Aleksandra Drajczyka. Sympatyczna Kol. Anna związana była przed laty z wydawnictwem prasowym, Kol. Jan, działający m.in. w Stowarzyszeniu Chemików Wojskowych RP, jest jednocześnie członkiem SD RP Dolny Śląsk. To właśnie na nich patrząc uświadomiłem sobie, że wprawdzie żegnamy lato, nadchodzi jesień, przyjdzie zima – ale po zimie znów wróci wiosna i… przyroda odmłodnieje. Takie są odwieczne prawa natury. Cieszmy się więc życiem, Koleżanki i Koledzy. Nie omijajcie naszych wspomnieniowych spotkań. I – aby do wiosny!

Kol. Anna i Jan Aleksander Drajczykowie

 


Wojciech W. Zaborowski w obiektywie B. Serafina

Tekst i zdjęcia: Wojciech W. Zaborowski

 

25 lat bez RSW

W tym roku mija 25 lat od likwidacji RSW „Prasa-Książka-Ruch”. Z inicjatywy byłego dyrektora wrocławskiego wydawnictwa Zbyszka Kawalca co roku odbywają się spotkania – jak my to żartobliwie nazywamy – „sierot po RSW”. W restauracji „Galicja” we Wrocławiu spotykają się byli dziennikarze i pracownicy administracyjno-techniczni byłego wydawnictwa.

Był czas na wspomnienia i refleksje. Wszyscy mówili, że kiedyś zarobki wprawdzie nie były rewelacyjne, ale każdego było stać na jako takie życie i wyjazd raz w roku na wczasy w kraju lub Bułgarii. Dzisiaj tylko wielkie, ale nieliczne gwiazdy dziennikarskie, głównie w telewizji, mają kontrakty na wysokie pensje. Pozostała większość zarabia grosze.

Wrócę do ostatniego spotkania, które zbiegło się z jubileuszem Reginy Podrez, byłej zastępcy dyrektora wydawnictwa. Obchodziła właśnie urodziny. Które? Jak powiedział Zbyszek Kawalec, piąte „osiemnastki”. Jubilatka otrzymała duży bukiet kwiatów i pamiątkowe liczydło. Pomyśleliśmy z rozrzewnieniem, jaki teraz jest szybki postęp techniczny, za naszego życia nastąpił przeskok od liczydła do komputera.

Nie zapomniano o Zbyszku Kawalcu. Grupa dziennikarzy i pracowników „Wieczoru Wrocławia” wykonała i wręczyła mu pamiątkową, żartobliwą stronę tej gazety.

Z roku na rok na spotkaniach organizowanych w „Galicji” jest nas coraz mniej. Od czasu ostatniego spotkania odeszli na zawsze dziennikarze: Tadeusz Dudź, Czesław Kryczek, Stanisław Kędzierski, Maria Bułacik, Ryszard Pollak, Krystyna Filcek, Ryszard Zaremba, Andrzej Kępiński. Uczciliśmy Ich pamięć chwilą ciszy.

 

Kiedyś Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza „Prasa-Książka-Ruch” była największym wydawcą czasopism w Polsce. Emitowała kilkaset gazet – od dzienników, po tygodniki, gazety dla kobiet i dzieci oraz miesięczniki.
We Wrocławiu funkcjonowało wydawnictwo Wrocławskie Wydawnictwo Prasowe RSW, kierowane przez Zbigniewa Kawalca, wydające „Słowo Polskie”, „Gazetę Robotniczą”, „Wieczór Wrocławia”, „Wiadomości”, „Odrę”, „Nowiny Jeleniogórskie”, „Konkrety” i „Trybunę Wałbrzyską”.
W wyniku przemian ustrojowych RSW i wszystkie wydawnictwa terenowe zostały zlikwidowane, zostawiając tytuły prasowe na pastwę losu. Jedne padły, inne przekształciły się w spółdzielnie lub spółki pracownicze. Największą porażką dolnośląskiej prasy było sprzedanie „Słowa Polskiego”, „Gazety Robotniczej” i „Wieczoru Wrocławia” niemieckiemu wydawcy. Zrobił to nie kto inny tylko grupa naszych byłych kolegów dziennikarzy, którym nie warto podać ręki, a ich nazwisk nie ujawniam, by oszczędzić im wstydu.
W wyniku tego zamiast trzech dzienników jest tylko jeden lokalny: „Gazeta Wrocławska”. Wprawdzie jest ona bardzo dobrze redagowana przez naczelnego Arkadiusza Franasa, ale czytelnicy nie mają wyboru między dziennikami, bo oprócz tego dziennika mają tylko jeszcze wrocławską wkładkę do „Gazety Wyborczej”.
Dla prasy papierowej nadeszły trudne czasy, bo spadają nakłady. Ludzie zamiast kupować gazety, korzystają z bezpłatnych informacji w Internecie, których poziom jest wręcz żenująco niski.

Tekst i zdjęcia: Lesław Miller


Grupa najwytrwalszych uczestników spotkań.

 


Za chwilę historyczne liczydło Regina Podrez odbierze z rąk Zbigniewa Kawalca.

 


„Dla Hucuła [boć Zbigniew Kawalec z Kołomyi] nie ma życia jak na Karłowicach”.

 


Witold Podedworny i Wiesław Sowała.

 


Katarzyna Kaczorowska, Andrzej Milcarz i Ewa Ziemiańska.

 


Urszula Włodarska, Iwona Huchla i Cezary Żyromski.

 


Marek Sznajder i Bruno Brożyniak.

Rzecz o poetach czytających własne utwory

W Klubie Pod Kolumnami poeci Grupy Literackiej BOHEMA WROCŁAWSKA spotkali się z publicznością na trzecim spotkaniu literackim, gdzie czytali wiersze własnego autorstwa. Spotkanie zostało zorganizowane przez Grupę Literacką oraz Stowarzyszenie Instytut Twórców Animatorów Kultury Historii i Literatury oraz redakcję Czasopisma Literackiego EuroArt.

Wszyscy słuchacze ochoczo zabierali głos, mówiąc o swoich osobistych odczuciach i (niektórzy) o różnych aspektach literackich zawartych w czytanych utworach poetyckich.

Spotkanie prowadził red. Tadeusz Hołubowicz, mówiąc o celach jakie stawia sobie ta grupa twórców. Jego zdaniem BOHEMA WROCŁAWSKA powinna, z biegiem czasu, stać się awangardową w sposobie tworzenia, unikając przy tym krańcowych tendencji abstrakcjonizmu, ale ze stosowaniem skrótowych form wypowiedzi z bogatymi treściami artystycznymi, w których znajdą swoje poczesne miejsce takie tropy literackie jak np.: metafory, oksymorony, inwersje, porównania, puenty itd.

 

Poniżej zamieszczamy przykładowe utwory poetyckie członków BOHEMY WROCŁAWSKIEJ, które były zaprezentowane na spotkaniach w dniach: 10 grudnia 2014 r., 21 stycznia br. A 12 lutego 2015 r. z okazji WALENTYNEK w utworach poetyckich dominowała tematyka miłosna.

 

Danuta Dobrucka

MUSY KOBIETY

 

Kobieta musi być ładna

Mądra, ale nie za mądra

Musi na wszystko uważać

bo inaczej to jest flądra

 

Powinna być elegancka

i ładnie się prezentować

by taki co ją wybierze

nie musiał potem żałować

 

Być dobra i przyjacielska

powinna umieć gotować

Z natury ma być anielska

i dawać się molestować

 

Nad mężem nie śmie górować

W małżeństwie grać drugie skrzypce

Mężowi akompaniować

nosić koronki na pupce

 

To tylko część jej zalet

Wszystkich nie sposób wymienić

bo jeszcze dużo dochodzi

gdybyś zamierzał się żenić

 

A mężczyzna?

powinien nie pić nie palić

a także się nie łajdaczyć

to jest właściwie już wszystko

bo resztę można wybaczyć.

 

Zbigniew Ciesielski

MAGIA MIŁOŚCI

 

Miłość nigdy się nie spóźnia

zawsze stoi na straży

jest wieżą warowną

światłem w ciemności

drogowskazem

ukojeniem w samotności

kluczem do serca

bramą do świata wzruszeń

jest obliczem Boga Miłosiernego

wieczna jak sam Stwórca

jest Strażnikiem Sumienia

 

Zofia Fajkowska

TĘSKNOTA ZA…

 

Taka się urodziłam

dla mnie zawsze

wszystko miało i ma odcień szarości

nie rozróżniam kolorów

a mimo to kocham życie

kocham barwy

o których opowiada mi Mama

kocham ludzi zwierzęta kwiaty ciepły wiatr

wiem że moja sukienka jest czerwona

że czerwone są także róże maki małe biedronki

zielone trawy żółte kaczeńce białe śniegi
 

Cały ten barwny świat

przytulam do mojego małego serca

i Ciebie Mamo
 

Czasem zastanawiam się

jaki kolor mają Twoje łzy

 

Mamo nie płacz

dzięki chirurgom

kiedyś moje oczy

zobaczą wszystkie barwy świata

i Twój uśmiech w kolorze…

Tadeusz Hołubowicz

W UZNANIU

Wojciechowi Witkiewiczowi – profesorowi medycyny

 

Któż

z wawrzynów wieniec Ci da

Jeśli nie taki jak ja

Bez jupiterów

bez reklam wybłyszczonych

w hołdzie

najlepsze co mam

 

Poeta nie żartuje

Poeta Cię zna

na Panteonie miejsce

dla Ciebie

w uznaniu zasług ofiarności ma

 

Wigilia seniorów 2014: Jeszcze wiele, wiele lat…

… jeszcze wiele, wiele długich lat! Te życzenia dominują przy wszystkich chyba przedwigilijnych, bożonarodzeniowych spotkaniach opłatkowych, niezależnie od zawodowych preferencji organizujących je środowisk. Wielu lat w zdrowiu i intelektualnej kondycji, wielu okazji do dalszych spotkań w gronie przyjaciół, kolegów, czy tylko bliskich znajomych.

I – gdy mowa o spotkaniach środowiskowych dziennikarzy – dodać też trzeba życzenia natury ogólniejszej, związane ściśle z pełnionym zawodem, który wręcz wymusza myślenie w kategoriach ogólnospołecznych. Przeto, wielu lat w dobrze gospodarczo prosperującym kraju, którego postawieni na świeczniku, a więc poddani nie tylko oglądowi, ale i ocenie przedstawiciele, potrafią zadbać o zaspokojenie potrzeb i pragnień swych obywateli. A że Polska nie jest samotną wyspą, oby i sytuacja międznarodowa pozwalala na optymistyczne spojrzenie w przyszłość. Ten życzeniowy program, to konieczne do normalnego życia minimum, zarazem jednak, porównując go z tzw. realem, program maximum. Dlatego są to tylko życzenia, choćby i „pobożne”, ale składane z nadzieją, że być może nadchodzący Nowy Rok przyniesie ich spełnienie.

Wręczenie Nagrody Dziennikarz na Med(i)al

To dla mnie radość i zaszczyt, że i w tym roku dane mi jest pisać o dorocznym spotkaniu nas, aktywnych – nie mylić z niegdysiejszym aktywem – czyli żywych i żywotnych seniorów. W tradycyjnym miejscu (hotel Mercure przy placu Dominikańskim), o tradycyjnej porze (godz. 16.00) i oczywiście w grudniu (12 XII), nestorzy pióra, mikrofonu i żywego obrazu spotkali się, by przy opłatku złożyć sobie życzenia z okazji nadchodzących świąt oraz Nowego Roku, jak również przy wieczerzy powspominać, jak to drzewiej bywało.

Z prawdziwą radością witaliśmy w swym gronie, już po raz dziewiętnasty, byłego metropolitę archidiecezji wrocławskiej, Jego Eminencję księdza Henryka Kardynała Gulbinowicza, który przyszedł z hojnym darem – poinformował nas o zaniesionych w trakcie specjalnej mszy w naszej intencji modlitwach do swego „Szefa”, by w swej łaskawości pozwolił nam w tym samym składzie spotkać się również w roku przyszłym. Wszyscy mamy nadzieję, że prośba sędziwego, cenionego za otwartość i poczucie humoru, lubianego przez środowisko dziennikarskie Hierarchy, zostanie wysłuchana, tym bardziej, że Dostojny Gość już zadeklarował swój dwudzisty już udział w opłatku 2015 roku.

Nie wszyscy mogli z nami świętować. Chwilą ciszy uczciliśmy odejście z naszego grona do nieśmiertelności Marii Bułacik, Stanisława Kędzierskiego, Tadeusza Dudzia, Ryszarda Pollaka ( choć formalnie nie należał do naszego Stowarzyszenia) i Czesia Kryczka.

Miłym elementem spotkania stało się wręczenie nagrody „Dziennikarza na Med(i)al” red. Marii Woś, znanej i cenionej dziennikarce radiowej. Nagroda (szklana bryła z napisem „Prawda, Przyzwoitość i Pasja”, przyznana została jednogłośnie przez kapitułę w składzie: Tomasz Orlicz, Marian Maciejewski – SDP, Waldemar Niedźwiecki, Bogusław Serafin – SD RP Dolny Śląsk. Jak z uznaniem zauważono, oba stowarzyszenia dziennikarskie zgodnie podjęły działania w interesie całego dziennikarskiego środowiska. Budzi to nadzieję, że być może w dającej się przewidzieć przyszłości dojdzie – szybciej niż w wypadku Korei – jeśli nawet nie do natychmiastowego zjednoczenia, to przynajmniej „stowarzyszenia Stowarzyszeń”.

 

Dzielimy się opłatkiem, czyli spotkanie w obiektywie Ryszarda Godleskiego.

 

Tradycyjnie, jak co roku prowadzący opłatkowe spotkanie Kol. red. Waldemar Niedźwiecki, nie omieszkał podziękować sponsorom, zarówno za ich przybycie, jak i za materialne wsparcie imprezy. Oto oni: Ryszard Sofiński (prezes „Kuźni Polskiej SA), Władysław Piszczałka („MAT”), Janusz Cymanek (prezes „Michael Huber”), Halina Łoś („ATOM”), Andrzej Dadełło (prezes DSA), Marek Paśko (Marton Ltd), Adam Łącki (prezes KRD), Bogusław Klik (Amrest).

W tegorocznym spotkaniu uczestniczył też jako gość, powitany brawami, poseł Przemysław Czarnecki.

Jak zawsze „opłatek” stał się okazją do ożywienia kontaktów towarzyskich, które w ciągu roku z różnych powodów uległy zrozumiałemu osłabieniu. Jak się bowiem nie cieszyć z ponownego spotkania z Wiesławem Gerasem, (dyrektor artystyczny Wrocławskiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru), Jasia Akielaszka (wydawnictwo „W kolorach tęczy”), Lesława Millera ( wydawca i red. naczelny m.in. „Odrodzonego Słowa Polskiego”), czy Tadeusza Hołubowicza ( red. naczelny czasopisma literackego „EuroArt”). I tylu innych, których wymienienie tylko z nazwiska przekraczałoby ramy skromnej notatki!

Atmosfera była tak ciepła, iż w pełni zrozumiały był brak śniegu i niskich temperatur. Malkontenci bąknęli wprawdzie, że do prawdziwej wigilii brakowało jeszcze prawie dwóch tygodni, i raczej to było powodem niezbyt zimowej aury – my jednak wiemy swoje – rodzinna atmosfera topi każde lody! I oby owego ciepła nie zabrakło nam po Bożym Narodzeniu, przez wszystkie kolejne dni nowego, 2015 roku! A na razie „salve festa dies!”

Tekst i zdjęcia: Wojciech W. Zaborowski

Galicyjska wiosna prasowa

„Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu” wzdychał niegdyś, z niechęcią i pod przymusem „przerabiany” dziś w szkole – jak się zapewne niedługo dowiemy – białorusko-litewski poeta Adam Mickiewicz. Na szczęście zarówno niżej podpisany, jak i wszyscy uczestnicy powitania wiosny oraz bynajmniej nie symbolicznego topienia marzanny w napojach z zabójczą zawartością chemicznej grupy C2H5OH, którzy na wezwanie króla (choć zdetronizowanego) byłego Wrocławskiego Wydawnictwa Prasowego, Zbigniewa Kawalca, oraz miłościwie patronującego lokalowi „Galicja” cesarza Franciszka Józefa I, spotkali się 21 marca 2014 we wspomnianym lokalu – przeżyli już kolejną taką wiosnę w swym życiu. Nic też nie wskazuje, by miała to być wiosna ostatnia.

Nie wszyscy stawili się na doroczne wspominki. Grono „sierot po WWP” zmalało w ciągu roku dzielącego nas od poprzedniego spotkania o sześcioro Koleżanek i Kolegów. Odeszli od nas: Wacław Dominik, Włodzimierz Kisil, Zofia Frąckiewicz-Kukla, Danuta Miszczyszyn, Danuta Oleszkiewicz i ostatnio, 28 lutego, Władysław Starkiewicz, zastępca dyrektora WWP. Każdej z tych osób można by poświęcić osobne, prywatne wspomnienie i tak też chyba uczyniliśmy w ciągu paru minut ciszy, którymi uczciliśmy pamięć Koleżanek i Kolegów odwołanych z Błękitnej Planety w tajemne i zakryte przed ludzkimi oczyma pozaziemskie bytowanie.

Budząca się do życia przyroda, słoneczne promienie wdzierające się przez szyby do stylowej, secesyjnej w wystroju restauracji „Galicja”, przypominającej czasy Galicji i Lodomerii Franciszka Józefa I, radość ze spotkania często od lat niewidzianych Kolegów, wszystko to stworzyło niezapomnianą atmosferę, daleką od smętnych eschatologicznych rozmyślań na temat przemijania. Wszak wiosna! Przyroda, a wraz z nią człowiek, jej mała, choć podobno rozumna cząstka, budzi się do życia. Do określenia atmosfery panującej wśród galicyjskiego towarzystwa najbardziej odpowiednie wydaje się odwołanie do wspomnianego już wyżej mistrza Adama, który jednej z ksiąg swego eposu użyczył tytułu „Kochajmy się!”.

Przy stolikach rozradowane twarze, znajome od lat. Co ja piszę – od dziesięcioleci! Oto dawno niewidziany, unikający rozgłosu i medialnego szumu, zawsze skromny, choć swoje myślący, z ironicznym błyskiem w oku Eugeniusz Stelmach, który w „Słowie Polskim” od wyrobnika słowa zaczynając, dochrapał się po latach funkcji zastępcy redaktora naczelnego. A obok Marek Nikodemski, również „słowianin”, choć jak wieść gminna niesie, przy nadarzającej się okazji zmienił przed laty kierunek swych medialnych zainteresowań na bardziej ekonomicznie praktyczny. Przy innym stoliku, jak zawsze uśmiechnięty i wytworny – Witek Podedworny, dzięki własnemu wydawnictwu cieszący się wprost niebywałym zainteresowaniem ludzi pióra (choć nie zawsze talentu). Trzeba mu oddać sprawiedliwość, że na ile może, nie patrząc na ekonomiczną stronę przedsięwzięcia, publikuje wspomnienia kolegów o ich dawnej prasowej orce na dolnośląskim ugorze. Jak tu nie zatrzymać się na dłużej przy Kasi Grędziakównie? To przecież córka naszego dawnego kierownika Działu Miejskiego „Słowa Polskiego” – Gerarda Grędziaka! Niech będzie, powiem prawdę, nie tylko z tego powodu budzi entuzjazm bardzo męskiej płci. O Czarku Żyromskim, dawnym sekretarzu redakcji „Słowa Polskiego”, nie muszę chyba wspominać. Jest zawsze. Czynny zawodowo, aktywny do dziś, co widać choćby po tym tekście, jeśli bez pomyłek ukaże się na naszej stronie. Jest prasowy „człowiek z żelaza”, wskrzesiciel „Odrodzonego Słowa Polskiego” wulkan energii i wszędobylski reporter – Lesław Miller. Mimo kierowania własnym wydawnictwem i siedzenia na kilku naczelno-redakcyjnych stołkach, nie potrafi zaszyć się w ciszy gabinetu i nieustannie jest w drodze w poszukiwaniu chwytliwych „newsów”. Ale niby dlaczego ma się zmieniać? – takim był zawsze, a znamy się… od dziecka, prawie pół wieku!

Jest i nowa, młoda – choć niekoniecznie wiekiem – gwardia. To ci, którzy co prawda nic wspólnego z dawnym WWP nie mają, ale bądź to obecnie udzielają się w mediach, bądź też zainteresowanie dziejami prasy i wspólni znajomi z dawnego środowiska sprawili, że czują się dobrze wśród nas, żywej, prasowej legendy lat powojennych.

I niech tak zostanie. Młodzież przyszłością świata, jak głosił niegdyś na ulicach Wrocławia jeden z licznych sloganów. A my, starsi? „Jeszcze tylko kilka wiosen…” – śpiewali starsi panowie dwaj. Dwaj? Ej, jest nas jeszcze trochę więcej. A więc, do przyszłej wiosny!

Wojciech W. Zaborowski

Zdjęcia:

Waldemar Marzec

i Wojciech W. Zaborowski

Przybieżeli na opłatek seniorzy…

„…młodzi duchem a i ciałem – nie chorzy” podśpiewywałem sobie w duchu na melodię znanej kolędy, gdy wchodziłem 19 grudnia 2013 roku przed godziną 16.00 do sali restauracyjnej Hotelu Mercure Wrocław Centrum przy placu Dominikańskim.
Powód mego pogodnego nastroju był oczywisty. Po rocznej przerwie znów otoczyły mnie znajome postacie Koleżanek i Kolegów, a życzliwe twarze, o rok zaledwie starsze, napawały radością i cichą nadzieją, że również tegoroczne bożonarodzeniowe i noworoczne życzenia „zdrowia i pomyślności” mają szansę się spełnić.
 

Swoją drogą, młodnieją seniorzy! Tak przynajmniej wynika, gdy obliczy się średnią wieku obecnych na corocznym, tradycyjnym opłatkowym spotkaniu organizowanym przez Stowarzyszenie Dziennikarzy RP Dolny Śląsk. Dopiero po chwili naszła mnie niewesoła refleksja, że owa zaniżona średnia wynika z obecności bynajmniej nie seniorów, a licznej grupy seniorom towarzyszącej, jak członkowie Zarządu SD RP, sponsorzy i inni zaproszeni goście.
 

Pogodny optymizm wrócił mi jednak natychmiast, gdy zobaczyłem naszego prominentnego Gościa, stałego uczestnika opłatkowych spotkań dziennikarzy seniorów, Jego Eminencję Księdza Kardynała Henryka Gulbinowicza, którego metryka (90 lat!) zupełnie nie pasuje do – niech mi wolno będzie użyć tego słowa – wręcz młodzieńczego stylu bycia purpurata. Powitany m.in. przez przewodniczącego i wiceprzewodniczącą Zarządu SD RP Dolny Śląsk, Waldemara Niedźwieckiego i Ewę Schröder (Redaktor Naczelna „Wiadomości Dolnośląskich”). Dostojny Gość przed podzieleniem się z nami opłatkiem złożył świąteczne i noworoczne życzenia wszystkim obecnym, wyróżniając przy tym nasze Koleżanki, na obliczach których zauważył zatrzymanie się działania praw natury, czyli brak śladów upływu czasu. W stosunku do męskiej części zgromadzonych Jego Eminencja, niestety, nie dostrzegł tak cudownych zjawisk, stwierdzając za to rzeczowo, że trochę nam się posiwiało. Cóż, zaprzeczyć trudno!
 

Przewodniczący Waldemar Niedźwiecki w swym krótkim wystąpieniu powitał wszystkich, w tym m.in. obecnego na tegorocznym opłatku Romana Potockiego, starostę powiatu wrocławskiego, żony naszych zmarłych Kolegów – Małgorzatę Maciaś, Gizelę Umańską, Katarzynę Rosińską, Sławomirę Lipińską – po czym mogliśmy się, po tradycyjnym odśpiewaniu kolędy, delektować wigilijnymi potrawami, których skład znany jest od wieków, nie ma więc potrzeby ich wymieniania. Wymienić za to należy osoby, którym zawdzięczamy możliwość ich konsumowania, a które swą sakiewką wsparły dobre chęci, ale i chudą kasę Stowarzyszenia. To: Bogusław Klik (AMREST), Maciej Kaczmarski (KRD), Michał Gembal (ARCUS), Barbara Szumska (AGOLMA) i Andrzej Szumski („Słowo Sportowe”), Janusz Cymanek (Michael Huber Polska), Władysław Piszczałka (MAT), Halina Łoś (ATOM), Ryszard Sofiński (Kuźnia Polska), Marek Paśko (PPHU MARTOM).
 

Nastąpiły przyjemne chwile krążenia od stolika do stolika i wspomnień. Niezmordowana Zosia Stachera, która samą swą obecnością przypomina na co dzień o istnieniu Stowarzyszenia, a na widok której uciekają jedynie ci, co nie zdążyli w terminie zapłacić składek członkowskich, stwarzała jak zawsze dobrą aurę, mając dla każdego z uczestników dobre słowo. Przybyły na spotkanie red. Julian Bartosz ze zdziwieniem stwierdził, że większości z obecnych w ogóle nie zna. Prawda, ja również z dawnymi kolegami doliczyłem się wśród stu obecnych zaledwie dwudziestki z dawnych lat. Tempora mutantur… Na pociechę dodam, że i redaktora Bartosza nie każdy od razu rozpoznał, a to z powodu rewelacyjnej figury, zgubionym gdzieś kilogramom i… braku nieodłącznej niegdyś fajeczki. Są więc i wynikające z przepływu czasu pozytywy! Gdzieś mi się zagubił zastępca redaktora naczelnego „Wiadomości Dolnośląskich” red. Dariusz Bereziuk. Siedział obok mnie, wręczył mi nawet swój prasowy organ, po czym zniknął. No tak, odszedł do bardziej prominentnego stolika. Rozumiem go, niestety, nie jest jeszcze emerytem i w interesie czytelników oraz gazety musi zabiegać o względy możnych tego świata. Ciągle za to mam przed oczami ruchliwego i pełnego energii redaktora Lesława Millera, dawnego kolegi ze „Słowa Polskiego”, obecnie szefa wydawnictwa prasowego, wydawcę kilku gazet gminnych oraz „Odrodzonego Słowa Polskiego”. Osiemnaście lat skończył już dość dawno, a żywotności mógłby mu pozazdrościć niejeden młodzieniec. Obok niego, też wciąż aktywny, red. Cezary Żyromski, wieloletni sekretarz redakcji dawnego „Słowa Polskiego”, który wytrwał na tym stanowisku aż do końca samodzielnego bytu tego dziennika. Kilka zdań wymieniłem z red. Stasiem Spyrą, z którym łączyła mnie niegdyś praca w tym samym organie związkowym, dzienniku „Głos Pracy”. On odpowiadał za Dolny Śląsk, ja pracowałem w „centrali”, w Warszawie. Było co wspominać! Dowcipami dzieliliśmy się z red. Januszem Szmyrką, nie tylko dlatego, że darzymy się wynikającą z powiązań prawie rodzinnych sympatią, ale też i dlatego, by zrobić dobre wrażenie na siedzącej obok nas koleżance z dawnej „Gazety Robotniczej”, red. Lidii Wietrzyńskiej. Chyba nam się udało? Niezmiennie sympatyczny red. Waldemar Marzec, wydawca „Rzeczpospolitej Trzebnickiej”, jak zawsze brylował towarzysko. Gawędziarz z niego przedni!
 

Nie sposób wymienić wszystkich. Jak tu jednak pominąć dyrektora byłego Wrocławskiego Wydawnictwa Prasowego Zbigniewa Kawalca. Mimo zdrowotnych dolegliwości, o które nietrudno w naszym wieku i zawodzie, z niebywałą energią organizuje kolejne imprezy dla dawnych podwładnych – kolegów, nie opuszczając naszych spotkań opłatkowych. Z radością też witałem dobrego znajomego jeszcze z czasów współpracy z Operą Wrocławską, o wielorakich talentach, red. Tadeusza Hołubowicza, który choć z mniejszym od nas stażem dziennikarskim, zasłużył się już na czytelniczym rynku, wydając interesujące czasopismo literackie, kwartalnik „EUROArt”.
 

Lokal powoli pustoszeje. Gasną światła. Nic to – należy wierzyć, że w blaskach bożonarodzeniowego drzewka, ponownie w tym samym składzie, zobaczymy je za rok!
 

Wojciech W. Zaborowski

Wzruszające spotkanie przy „lampce wspomnień“

Organizowane przez SDRP Dolny Śląsk spotkanie poświęcone pamięci Koleżanek i Kolegów, których Opatrzność wypisała z naszego Stowarzyszenia i przeniosła na wiekuistą służbę Słowu (o niebo wyżej), staje się tradycją.

 

Po udanym i życzliwie przyjętym pierwszym ubiegłorocznym spotkaniu, za które słowa uznania zebrali organizatorzy, wśród nich szczególnie zaangażowany kol. red. Bartek Czekański, 4 listopada zebraliśmy się po raz drugi w naszym tradycyjnym, pełnym wspomnień, dawnym redakcyjnym bufecie, a od lat stylowym lokalu „Wall Street”. Przy lampce – tej świecącej światłem rozświetlającym mroki niepamięci i przywołującej wspomnienia – i tej wypełnionej czerwonym winem, które wspomnienia ożywia i na nowo przywołuje dawne emocje, wróciliśmy myślą serdeczną do Koleżanek i Kolegów, którzy znajdują się już w innej formie bytu, po niewidzialnej dla nas stronie niematerialnego życia.
 

 

Wszyscy byliśmy jeszcze pod wrażeniem dopiero co minionych dni, które i w tradycji chrześcijańskiej i państwa światopoglądowo neutralnego – dawnej pogańskiej nie wspominając – poświęcone były pamięci o zmarłych. W rodzinach wspominało się bliskich krewnych, w czasie oficjalnych obchodów państwowych , ludzi dla narodu i państwa w sposób szczególny przez swą działalność zasłużonych. Nasza prawie 40 osobowa gromadka zebrana w miejscu, gdzie przed laty i przez lata pracowali wspominani przez nas Koleżanki i Koledzy, w czasie tego wyjątkowego w swym charakterze spotkania myślała i mówiła o osobach, które jednocześnie były naszymi „bliskimi” – tworzyliśmy przecież jedną wielką rodzinę prasową – równocześnie jednak były współtwórcami i kronikarzami otaczającej nas rzeczywistości: wrocławskiej, dolnośląskiej, nieraz ogólnopolskiej.
 

 

Gdy kol. red. Waldek Niedźwiecki wymieniał nazwiska tych, którzy nie mogli się z nami spotkać (od ub. roku odeszli od nas : kol., kol. Jadwiga Pol – Łachwa, Danuta Miszczyszyn, Zofia Frąckiewicz – Kukla, Włodzimierz Kisil, Wacław Dominik), każdy z nas przywoływał chwile, gdy jeszcze byliśmy razem. Bardzo to indywidualne wspomnienia, nie ma więc co się dziwić, że wielokrotnie na twarzach pogrążonych w zadumie pojawiał się uśmiech – znak pamięci i wdzięczności posyłany w zaświaty naszym Kolegom, którym zawdzięczaliśmy również i pogodne chwile, umilające wypełnianie naszej dziennikarskiej powinności.
 

 

Nie my byliśmy bohaterami tego wieczoru. Jeszcze nie my. Nie na miejscu więc byłoby wspominać obecnych na tym wieczorze. Mówiąc lapidarnie, przybyli żyjący. Byt kształtuje świadomość – pouczano nas jeszcze tak niedawno. Pamięć o zmarłych przypomina, że warto mieć również świadomość bytu. Także jego materialnej kruchości.
 

Wojciech W. Zaborowski