O jeźdźcach bez głowy

Demokracja to nie jest system, jak twierdzą ideolodzy i  politycy PiS, w  którym rządzi parlamentarna większość zgodnie z własnym uznaniem – przypomina Grzegorz Wojciechowski w najnowszym wydaniu "Odrodzonego Słowa Polskiego".

"Demokracja to system polityczny, w którym rządzi parlamentarna większość, ale z  poszanowaniem praw i  interesów mniejszości, tego upojona zwycięstwem nowa władza kompletnie nie rozumie; ona tworzy i buduje państwo, które w sferze politycznej będzie ofertą tylko dla wyznawców swojej partii i  jej Prezesa, nie będzie tam miejsca dla ludzi myślących inaczej. (…)

Widać, że partia, której szefem jest Grzegorz Schetyna, odchodzi w kierunku politycznej nicości. Jej szef, specjalista od politycznych czystek we własnej partii, od wyrzynania watahy, w ostatnim czasie bardziej przypomina politycznego rzeźnika niż charyzmatycznego przywódcę, który ma pomysł na rządzenie Polską. (…)

Polsce potrzebni są nowi ludzie, nieskażeni styropianowym etosem, którzy nie będą żyli przeszłością, własnymi, często chorymi, polityczno-historycznymi ambicjami. Polskę „popisowską” muszą stworzyć młodzi ludzie, wolni od tych chorych dogmatów, myślący inaczej i chcący tworzyć to, o co chodzi tak wielu z nas. Jest bowiem w polskim społeczeństwie, często nie w  pełni wyrażana z  nazwy, tęsknota za socjalnym państwem prawa. (…)

Dlatego, tak myślę, nie przyjeżdżaj Donaldzie Tusku na białym koniu do kraju nad Wisłą, Odrą i  Bugiem. Mam nadzieję, że i inni nasi politycy gdzieś wyjadą i nie wrócą, a my? My, obywatele Polski, będziemy mogli nareszcie spokojnie żyć."

Wszyscy mamy teraz nie po kolei… sugeruje Magdalena Chlasta-Dzięciołowska w recenzji nowego tomiku poetyckiego Henryka Gały pt. "Nie po kolei":  "(…) autor, który mimo wyjazdu z Wrocławia – wciąż mocno czuje się z nim związany (czytaj wiersze DEDYKACJE profesorom: Januszowi Deglerowi, Tadeuszowi Trziszce czy Janowi Miodkowi), w których odnosi się do ostatnich nacjonalistycznych wydarzeń, okrutniej, niż gdziekolwiek indziej, niepasujących do historii naszego miasta:

(…) A wczoraj wieczorem,
nasi rodacy, wrocławiacy
podpalili nienawiścią to słowo
Jak mam teraz podpisywać swoją młodość?
Niech pan pomoże, panie Janie profesorze.
(18 listopada 2015, w Polsce).
"

Inną diagnozę współczesności stawia Jan Zacharski w swej fraszce pt. "Kłopoty"
"Od pięknego Bałtyku po wysokie Tatry
Wszyscy odsyłają wszystkich do psychiatry.
Przybliża to narodowi teorię nienową,
Część klasy politycznej ma kłopoty z głową.
"

Przeczytał i wybrał: Bogusław Serafin

 

Kordian, cham i „nierządnicy”

„Nierządne” – to nie od słowa „nierządnice”. Podobnie jak stwierdzenie „Polska nierządem stoi”, nie oznacza, że krajem rządziły panienki o obyczajach niespecjalnie surowych. Ów „nierząd” to poczucie wadliwego zarządzania krajem. Mieszkający między Bugiem i Odrą skołowany obywatel dowiaduje się dziś od kolejnych formacji politycznych, że każda ekipa jest zła i prowadzi kraj do katastrofy. Czyżby rządzili Polską i rządzą „nierządnicy”? Około czterech milionów młodych ludzi zgłosiło gotowość do opuszczenia kraju. Jeśli nawet nie świadczy to o złym zarządzaniu państwem, to na pewno o złym sposobie uprawiania polityki społecznej – zauważa Wojciech W. Zaborowski na łamach najnowszego (32/2016) wydania „Odrodzonego Słowa Polskiego".

Politycy nie interesują się tym współczesnym polskim dramatem, wolą rozmawiać i czcić rzeczywistych i wydumanych bohaterów z przeszłości, niż zająć się ofiarami teraźniejszości.
Żyjemy w jakichś koszmarnych czasach, gdzie część Polaków nie chce już żyć w Polsce i ucieka z kraju, część woli umrzeć niż żyć, a politycy są szczęśliwi i zadowoleni, że żyjemy w wolnej Polsce. Gdzieś blisko rozgrywają się dramaty, których wielu z nas zajętych swoimi sprawami, swoim życiem, nawet nie uświadamia sobie. Czasami potrzeba tak niewiele, aby uratować czyjeś życie i zapobiec tragedii – dobre słowo, serdeczna rozmowa, pomoc, komuś, kto tego potrzebuje. Rozglądajmy się więc i patrzmy, co dzieje się wokół nas
– ostrzega Grzegorz Wojciechowski w artykule „Polska krajem samobójców”.

Sąsiadowi twarz poczerwieniała, a dłonie zwinęły mu się w dwa bochny. Odruchowo cofnąłem się dwa kroki, ale było mi już wszystko jedno. Jak ginąć, to z orkiestrą. Wziąłem głębszy oddech i wykrztusiłem: – No dobrze, ale jeśli ja pana opluję, to czy pan będzie miał prawo mnie zastrzelić?” Co na takie dictum odpowiedział Janowi Kowalskiemu jego sąsiad? Przeczytasz w felietonie „Moje 3 grosze”. Bo o czym tak zawzięcie dyskutują współcześni „Sami swoi”, nietrudno się domyślić…

Te i wiele innych ciekawych treści w najnowszym numerze „Odrodzonego Słowa Polskiego".
Przeczytał i wybrał: Bogusław Serafin

 

„Szlif”: Fabryki nienawiści

Masowe źródła przekazu na­wet jeśli segregują informacje, to niedostatecznie i często sprawę konfliktu na Ukrainie przesła­nia nam wielki nagłówek o ma­gicznych właściwościach lewoskrętnej witaminy C.

To użytkownik musi sam spraw­dzać rzetelność i wagę informacji i dopóki to się nie zmieni, musimy sami oceniać, jakie informacje są nam bardziej po­trzebne i które są prawdziwe, a któ­re przekłamane. (…) Jeden post w Internecie może wpłynąć na setki, a nawet tysiące ludzi i na ich późniejsze decyzje. Masowy przekaz daje każdemu człowiekowi duże możliwości, ale te wiążą się zawsze z wielką odpowiedzialnością” – zauważa KRZYSZTOF DOBRZYNIECKI w czerwcowym wydaniu „Szlifu” miesięczniku Młodzieżowej Wszechnicy Dziennikarskiej.

Nie daj się omotać – przekonuje ALEKSANDRA ŚLIWIŃSKA: (…) zawsze istniały i będą istnieć podłe osoby, które sprawiają komuś przy­krość choćby po to, żeby popi­sać się przed znajomymi. Nic na to nie poradzimy, ale naprawdę warto zmienić swój sposób radzenia sobie z krytyką. Nie pozwól innym ograniczać naszych pasji i wyborów, żyj swoim życiem i nie wtrącaj się w cudze. Pamiętaj, że każdy z nas jest wyjątkowy. Nikt nie jest gorszy ani lepszy.

Te i wiele innych ciekawych treści w najnowszym numerze „Szlifu”. Zachęcam do lektury. Bogusław Serafin Bogusław Serafin

 

Dobre, bo polskie, czyli golonka walichnowska

O Wrocławiu mówi się poza granicami Polski bardzo często – twierdzi Wojciech M. Zaborowski w najnowszym wydaniu Odrodzonego Słowa Polskiego. Europejska Stolica Kultury budzi zainteresowanie w Niemczech, a to zarówno ze względu na historię miasta, bliskie sąsiedztwo, jak i atrakcyjne pod wieloma względami miejsce turystycznych wypraw. Do jednej z wielu atrakcji zalicza się też polska kuchnia, a to, co ma do zaoferowania pod tym względem Wrocław – zarówno, gdy mowa o ilości gastronomicznych obiektów, jak i o jakości potraw – świadczy dobrze o europejsko-gastronomicznej stołeczności miasta. Przekonałem się o tym i we Wrocławiu, i we Frankfurcie, w których to miastach miałem okazję rozmawiać nie tylko z rodakami, ale i z niemieckimi gośćmi, klientami polskich sklepów.

Dodatkowym powodem zainteresowania wspomnianym tematem jest niewątpliwie fakt, że te „podwędzane”wyroby oglądałem (smakowałem również) we Wrocławiu i Frankfurcie nad Menem. Mająca już rozleglą sieć własnych sklepów Marko-Walichnowy – w samym Wrocławiu jest ich 10 – powstała w 1991 roku firma PPHU „MARK’S”Sp. z o.o. spośród przeszło 170 produktów oferowanych klientom podbiła niewątpliwie ich podniebienia „golonką walichnowską pieczoną”. Odbiega ona zarówno sposobem produkcji, jak i smakiem od powszechnie znanych również w Polsce golonek bawarskich, zwyczajowo przyrządzanych na piwie. W walichnowskiej, oprócz tradycyjnego mięsa, golonki wieprzowej bez kości (88%), znajdują się dodające smaku przyprawy, m.in. czosnek, papryka, pszenica, mleko, gorczyca. Golonka smakuje zarówno na zimno, jak i po podgrzaniu i – jak twierdzą smakosze – lepiej niż bawarska!"

W kolejnym odcinku Z archiwum starego pismaka ("My – hunwejbini i ostatniMohikanie") Adam Kłykow wspomina Krzysztofa Kucharskiego stającego w obronie Wiesława Gerasa. "Gdyby władza nie uważała go za strasznego komucha, napisałbym: tak mu dopomóż Bóg, bo na serdecznym palcu nosi sygnet, który dostał od kardynała Henryka Gulbinowicza i na to wyróżnienie zasłużył, m.in. jako szef biura prasowego podczas wizyt JP II. Ale co to ma za znaczenie dziś. Fobie trudno się leczy. W przypadkach ekstremalnych są nieuleczalne”.

Zachęcamy do lektury!

 

Poprawki są (nie)możliwe?

– Jedną z rzeczy, które zadziwiły mnie w Polakach, jest to, że wszystko naprawiają – powiedział Stefan Möller, aktor pochodzenia niemieckiego, mieszkający od lat w Polsce. – Dzieci uczą się od najmłodszych lat, że wszystko można polepszyć, sprawdzian napisać od nowa, bo nie poszedł, jak trzeba… Jak to jest możliwe, że wy wszystko naprawiacie? W moim kraju poprawki są niemożliwe zarówno w szkołach, w budownictwie, a tym bardziej w polityce. „Polsko, dlaczego ty tyle poprawiasz? – pyta w najnowszym wydaniu „Szlifu” Giovanni Spychalski.

Część z nas angażuje się w inicjowane na portalach społecznościowych akcje, jednak mało kto zadaje sobie trud, żeby poszukać informacji, o co tak naprawdę w nich chodzi. Przecież wystarczy kliknąć „lubię to” na stronie akcji „Budujemy studnie dla szkoły w Kamerunie” czy udostępnić zdjęcie bezdomnego kota i już możemy uważać, że spełniliśmy obowiązek pełnego współczucia obywatela świata. „Bierni aktywiści” – pyta (stwierdza?) Agata Udała

„Szlif”: Lepsze niż rozwód Dody

„Szlif”: Wolność słowa, a co to takiego?

szlifblog.wordpress.com

facebook.com/szlif.lo13

Przeczytał i wybrał: Bogusław Serafin

Szycha dziennikarska, czyli o pouczaniu i przewracaniu

„Myślałem, że to dowcip. Jednak nie, pan minister środowiska, Jan Szyszko, raczył w swej wypowiedzi, którą usłyszałem w TVN24 w niedzielę 13 marca publicznie napiętnować dziennikarza, iż ten nie posiada kwalifikacji do wykonywania zawodu”– zauważa Wojciech M. Zaborowski w najnowszym wydaniu „Odrodzonego Słowa Polskiego”.

 
Bo jak inaczej można rozumieć słowa odpowiedzialnego za środowisko (dziennikarskie?) ministra, który w odpowiedzi na zadane mu pytanie stwierdza, że „zaprasza w ciągu trzech tygodni na specjalne szkolenie” dziennikarza, by nauczyć go, „jak ma zadawać pytania”. (…)
 
 
W zamierzchłych już dla obecnej młodzieży czasach, w okresie tzw.realnego socjalizmu, gdy praktycznie cała prasa stanowiła własność rządzącej partii i podlegała jej wydziałom propagandy, wielokrotnie stykaliśmy się z uwagami, o czym powinniśmy pisać. Ale nawet wtedy nikomu z partyjnych bonzów nie przyszło do głowy pouczać dziennikarza, j a k ma pisać, jak należy zadawać pytania, czy też w przeświadczeniu o swej omnipotencji, na własną rękę organizować kursy pisania.
 
Minister Jan Szyszko za swój pomysł zasługuje niewątpliwie na zauważenie… i wystawienie pod pręgierz opinii publicznej. Bo – nie daj Boże – następnym razem zechce np. pouczać lekarzy, jak mają przeprowadzać operację. Na tym zna się chyba tak samo, jak na dziennikarstwie?
 
****
 
„O dziennikarzach Maria Berny pisze z dużym znawstwem – chwali autorkę „stary pismak” Adam Kłykow. Poprzestanę na jednym z nich, o którym można przeczytać: „Najbardziej w roli relacjonującego pochód [1-majowy] lubiłam Tadeusza Łączyńskiego. Miał niski ciepły głos radiowy, mówił bardzo poprawnie i płynnie, ale też w sposób bardzo zaangażowany. W jego głosie wyczuwaliśmy [aktywiści PZPR] radość tego robotniczego święta, dumę z osiągnięć naszej ludowej ojczyzny”.
 
Pomyślałem w tym momencie lektury, że Łączyński chyba się w trumnie przewraca. Bo – co narratorka przemilcza – po narodzinach Solidarności stał się internowanym w stanie wojennym antykomunistą i działał aktywnie w Zjednoczeniu Chrześcijańsko Narodowym.

„Szlif”: Wolność słowa, a co to takiego?

Co łączy chłopca syryjskiego pochodzenia, Steve’a Jobsa, z zespołem popularniejszym niż Jezus Chrystus, Beatlesami? Jak się okazuje, dużo więcej niż konflikt o nazwę spółki. Capitol po raz kolejny pokazuje, że tworzy nowoczesny teatr muzyczny i daleko mu do stereotypowych, rewiowych musicali” – czytamy w recenzji Anny Firgolskiej na łamach najnowszego numeru (3/2016) „Szlifu” miesięcznika Młodzieżowej Wszechnicy Dziennikarskiej.

Jeśli ktoś by mnie spytał, co jest najbardziej obrzydliwe na świecie, odpowiedziałabym, że cenzura. Przejawy tego zjawiska są naprawdę niepokojące – „Wolność słowa, a co to takiego?” felieton Natalii Bujko.

„(…) kłótnia, agresja i wyzwiska zastąpiły normalną rozmowę i stały się sposobem na codzienną relację z drugim człowiekiem. Pytam zatem, gdzie podziała się dawna u p r z e j m o ś ć w kontaktach międzyludzkich?” – Nicole Szczęsna w artykule „Uwaga na kulturę”.

 

„Raj i apokalipsa” w Zamku Książ

W pierwszym tegorocznym numerze Wałbrzyskiego Informatora Kulturalnego zamieszczamy informacje o propozycjach na styczeń oraz luty nie tylko wałbrzyskich instytucji kultury, ale i klubów z ciekawą ofertą.

Zdarzeń będzie dużo i nie zawsze wybór może okazać się łatwą sprawą. Piszemy o „Francuzach”, którzy w tym roku obchodzić będą 70. rocznicę przybycia pierwszego transportu repatriantów z Francji do naszego regionu. Przeczytacie Państwo recenzje teatralne, poznacie twórców wałbrzyskich, dowiecie się o interesujących miejscach w Wałbrzychu, na które warto zwrócić uwagę. Zachęcamy do obejrzenia wystawy Marca Chagalla „Raj i apokalipsa”, która do 30 stycznia prezentowana jest w Zamku Książ.

Miłej lektury (pobierz WiK w formacie .pdf)

Elżbieta M. Kokowska, redaktor naczelna

Szopka „SŁOWA” – tradycyjna, chociaż nowa

Ta szopka nie daje Ci wyboru, choć wybory były też niezłą szopką!

Słychać śpiew chóru – mieszanego, a trochę i zmieszanego:
Do szopy, hej pasterze, do szopy, bo tam cud…

Wchodzi Narrator – tu trafna uwaga, a do tego szczera, z rysów przypomina red. Lesława Millera:
Co słyszę, kto tak omamił nam lud,
że szopkę z wyborami uważa się za cud?

Chór – trochę wyłamując się z chóru powszechnego (nie mylić z katolickim!):
My nie jesteśmy chór od powtarzania bzdur.
Na bezimienną masę dziś polityk liczy,
I komisję, co głosy niedokładnie zliczy.
Choć od czasów komuny zmądrzał polski lud,
Dwa i dwa pięć bywa –  i to był ten cud!

Narrator:
W Europie rzecz rzadka, Polska specyfika,
Że po wyborach zbiorcza statystyka fika.
I czy to IV  RP, czy komuny zręby,
Rzadko „wybaczcie” padnie z polityków gęby.
Jak uczy historia, to raz miał odwagę
warchoł poseł. Wrzasnął „veto” i czmychnął na Pragę.
Dziś się za „kontynuacją” werbuje ulicę,
Po czym zmienia Warszawę… na Belgii stolicę!

Pojawia się ludzkowładczy były premier Donald Tusk:
Ja słucham europosłów, nie Niemca, czy Ruska.
Niech się dzieje w Europie święta wola Tuska!

Chór (zachwycony) śpiewa na każdą melodię, byle była „gloria”:
Chwała na wysokości, chwała na wysokości… (po przerwie, niepewnie) …a pokój?

Nie znajdując odpowiedzi, zmieszany chór mieszany, opuszcza miejsce występku (występek = mały występ). Pojawia się Narrator:
Wybór prezydenta, to nie wybór miss,
Przepadła więc w wyborach kandydatka z PiS.
Choć wysoko zaszła Stachowiak – Różecka,
Wygrał ten, którego Wrocław zna od dziecka.
Wygrał Rafał, który – tu pointa krótka,
Zrobił Mirosławę … hmmm, po prostu w DUTKA!

Wchodzi prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz:
Dzięki za uznanie  Panowie i Panie
Wieczne niechaj będzie me urzędowanie.
Ciągle w górę! Jak? – nie będę skryty,
Za tort – wstąpiłem do „Wrocka” ELITY!

Zdyszany chór  wpada na scenę:
Musimy tu poprawić pana Prezydenta,
Bo prawda dla polityków, nie zawsze rzecz święta.
Swoją mówkę mógłby wygłosić na nowo,
Wszedł na  j u b i l e u s z  ELITY (z tortem),
jak doniosło„Słowo”!

Pojawia się prof. Jan Miodek:
Słowo rzecz doniosła, zwłaszcza, gdy jest nośne,
Chociaż gdy za głośne, bywa też nieznośne.
Filolog zatem, jasno to wynika,
Nie może konkurentem być dla polityka.
I ja także – nie będę tu skryty
Choć bez tortu, wszedłem do ELITY!

Chór:
Słowo czyni człowieka,
na „Słowo” czytelnik czeka.
Cieszmy się że wciąż na nowo
Walczy profesor Miodek o godne polskie słowo.

Narrator, w uzupełnieniu, kończąc pisanie tekstu o wrocławskiej ELICIE i Profesorze:
Do wrocławskiej elity śpiewając wszedł honorowo,
Daję na to me „Odrodzone Polskie Słowo”!

Pojawiają się filary kabaretu „Elita”: Jerzy Skoczylas, Leszek Niedzielski i Stanisław Szelc:
Ciągle o ELICIE, ani słowa o nas?
Dziwnie elitarnie wygląda ta strona.
Wnosimy poprawkę, czy ktoś będzie zły,
czy nie, ELITA – to my!
Wie każdy, od 45 lat
ELITA zmienia Wrocław, Polskę, świat!

Chór, trochę zaskoczony:
Słowo łączy, słowo dzieli,
nastąpiło w Polsce  pomieszanie elit!

Z lewej strony wchodzi samotny Radosław Mołoń, były wicemarszałek województwa dolnośląskiego:
Armia pozostała, choć nie ma marszałka.
Z wyborczej taktyki należy się pałka,
Choć dobrze wiedziałem, czego w życiu chcę.
SL pozostało, ja dostałem w D!

Chór i Narrator, rzadko kiedy tak zgodni:
Wyborca z centrum i z prawa, gdy on skręcał z lewa,
Przestajesz pełnić urząd, gdy pycha cię zalewa.

Narrator:
Za to kupony od poprawności politycznej obcina
Grzegorz Schetyna, Grzegorz Schetyna!
Dzielące kontynent zasypać chce  wykopy
Tworzy „Nowy pakt dla Europy”.
Na salonach świata błyszczeć zaczyna
Grzegorz Schetyna, Grzegorz Schetyna!
Znów Polska będzie od morza do morza
Za sprawa Grzegorza, za sprawa Grzegorza!

Milczący dotychczas chór pro(te)stuje nieśmiało:
Błąd odkryliśmy, co mu nie pomoże,
bo zamiast „morza” powinno być „może”.

Pojawia sie Grzegorz Schetyna, minister spraw zagranicznych:
Ten, kto na sporcie się zna,
Wie, jak mecz rozegrać ma.
Tusk Polskę opuścił dla Euroraju,
Ja całą zagranicę mam u siebie w kraju.
Przy tym i kapłon wie i byle gąska,
Kocham stolicę Dolnego Śląska.
Za rok  na pewno ujrzycie mnie na nowo
Macie moje słowo…

Narrator (trochę nie na temat, lecz w słusznej sprawie):
… i czytajcie „Słowo”!

Chór,  wspomnieniowo, śpiewa w nastroju lirycznym:
Dwaj przyjaciele z Wrocławia, dwie gwiazdy znad Ratusza
Zdrojewski oraz Schetyna, każdego nad Odrą to wzrusza.
Obaj znani w tym mieście, Polsce i Europie
Pierwszy ma związek z kulturą, drugi dyskretnie dokopie!

Narrator, wskazując na nowego gościa, Sławomira Błażewskiego, byłego burmistrza Obornik Śląskich
Gdzie są wygrani, przegrany być musi
Na własne życzenie często, bo gdy władza kusi,
Człek w walce o stołek zmienia się szalenie
Zapominając o „ i nie wodź nas na pokuszenie”.
A gdy burmistrz lokalnych poddanych przydusi
Przegra, bo wyborca już się nie da skusić
Teraz w mieście mówi i cieć i konował ,
Aleś się Sławku pięknie „zbłażewował”!

Burmistrz Sławomir B. bez słowa opuszcza scenę i chyba już na nią nie wróci. Chór błagalnie do Narratora:
O Wielki Narratorze, co znasz wartość słowa
Spraw, by i w dziennikarstwie nadeszła odnowa.
I nim się skończy tegoroczna szopa
Dla dobra ludzi pióra, daj miernocie kopa!

Narrator
Wymyślili niegdyś światli „towarzysze”:
Miernota niech rządzi, kto ma talent – pisze.
W powszechnej opinii dziś, każdy to wie,
Układ, pieniądz rządzi, a pisze, kto chce.
Nie chcę, by goryczy przelała się czara
O detale pytajcie szefa –  Waldemara.

Chór, współczująco patrząc na drzemiącego  szefa Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk, Waldemara Niedzwieckiego:
Stary niedźwiedź mocno śpi,
Nasz Waldemar ciągle śni,
Że Stowarzyszenie kocha go szalenie,
Jak się ocknie, będzie źle,
Pozna prawdę, to nas zje.
Taki dziwny nadszedł czas,
To on potrzebuje nas
Na nic próżne gatki, potrzebne są składki
Każdy, kto zapłaci ją
Dziennikarzem jest z chwilą tą.

Szef się budzi, z gorącym apelem zwraca się do ludzi:
Przesada! Koledzy, sztuki towarzysze!
Nie ten jest dziennikarzem, który nic nie pisze
Powiem więcej, nie da ukryć się,
Nie, nie ten jest dziennikarzem, który pisze źle!
Nie ma miejsca u nas dla nieuka
Pisanie to wiedza, talent, ale także sztuka.
Wierzę, że jakościowy nastąpi wnet skok,
Zdrowia szczęścia życzę na ten Nowy Rok!

Pojawia się uśmiechnięta postać kardynała Henryka Gulbinowicza:
Wśród nocnej ciszy padły mądre słowa
Przyda się wszystkim szopka narodowa
Bo każdy, gdy ludzkie opuszczą go złości,
Pragnie wiary, nadziei, tęskni do miłości.
Niech to pragnienie w sercach pozostanie
Ja z serca błogosławię – a Ty dopomóż, Panie!

Obok Kardynała, byłego wrocławskiego metropolity, pojawia się cały krąg postaci Szopki. Wszyscy:
Cicha noc, święta noc,
Jak co roku wrażeń moc.
Jeszcze trochę, jeszcze krok
I  nadejdzie Nowy Rok.
Niechaj radośc w Was zagości,
Szczęścia, zdrowia, pomyślności!

Tekst:
Wojciech W. Zaborowski
– autor szopki, który czuje się winowajcą i zmierza na wrocławski Rynek w kierunku pręgierza.

Idea Szopki i współpraca merytoryczna:
Lesław Miller

Tekst ukazał się w „ODRODZONYM SŁOWIE POLSKIM 12 (17) / 2014