„Szlif”: Sięgać po marzenia

Coraz więcej młodych ludzi decyduje się na udział w ogólnopolskich olimpiadach w celu sprawdzenia własnej wiedzy i umiejętności. (…) Spośród około 60 rodzajów konkursów, poza tymi standardowymi, można wyróżnić również bardzo oryginalne, dotyczące na przykład wiedzy o mleku i mleczarstwie, religii prawosławnej czy filmu – czytam w ostatnim przed wakacjami numerze „Szlifu”.

Więcej pewności siebie
Nietrudno zauważyć, że olimpijczykami zostają zazwyczaj chłopcy. – W ubiegłym roku z trzydziestu trzech nagrodzonych przedstawicieli Dolnego Śląska zaledwie trójkę stanowiły dziewczyny – dodaje Justyna Madejska, wizytator Kuratorium Oświaty we Wrocławiu. – Może wynikać to z kobiecego ograniczenia, gdyż większość z nas myśli, że nie sprosta stawianym zadaniom. Brak nam wystarczającej pewności siebie. Uważam, że kobiety powinny mieć większe osiągnięcia.

Kamila Babś, Ada Bolkowska

Zawód – olimpijczyk
Czy pomiędzy przygotowaniami do kolejnych olimpiad, sprawdzianów, rozjazdów masz czas, by po prostu odetchnąć w gronie przyjaciół? – Jeśli się chce, czas się znajdzie twierdzi Jan Pabisiak (finalistą Olimpiady Historycznej, co zagwarantowało mu maturę z tego przedmiotu). Ale niekiedy jestem tak zmęczony, że po prostu nie mam na to ochoty. Najlepszym relaksem jest serial i odpoczynek. Na imprezy chodzić nie lubię, wolę spotkać się z kimś w cztery oczy.
Natalia Ogórkowska, Oliwia Czeszejko

Przygoda z piłką nożną
Karoliną Reczka ma dopiero szesnaście lat, a na swoim koncie niejedną strzeloną bramkę. Los pomógł jej w odnalezieniu tej drogi, której teraz nie zamieniłaby na żadną inną. (…) Moje plany na przyszłość idą w całkowicie innym kierunku, lecz nie zamierzam zapomnieć o piłce. Kocham ten sport, to moja pasja, spełniam się w tym, to mnie uszczęśliwia.
Hanna Rybarczyk.

przeczytał i zachęca do lektury
Bogusław Serafin

Poprzednie wydania „Szlifu”

 

Polak powinien być świadomy!

(…) wielu młodych ludzi w dzisiejszych czasach nie ma wyrobionego zdania w sprawach polityki, to trudno oczekiwać od nich świadomych decyzji, jeśli w ogóle dadzą się zaciągnąć do lokali wyborczych – zauważa Karol Bugajski na łamach majowego „Szlifu”.

– Młodzież nie interesuje się bieżącymi wydarzeniami, bo politycy mają im mało do zaoferowania – mówi „Szlifowi” przewodniczący stowarzyszenia OK Wrocław Michał Górski. – To najczęściej tylko puste hasła pojawiające się od wyborów do wyborów.
Co gorsza, wielu ludzi osiągających dorosły wiek czerpie informacje dotyczące polityki z internetowych memów, zasłyszanych przypadkiem, często zmanipulowanych, wypowiedzi i bywa to dla nich wystarczające. Tłumacząc się brakiem czasu wynikającym z nauki oraz różnych innych zajęć, nie oglądają programów informacyjnych, bo nie czują takiej potrzeby. (…) Młodzi ludzie powinni uczyć się polityki od najniższego, ale często najbardziej istotnego, lokalnego szczebla, mając świadomość, że ich głos w wyborach ma dokładnie taką samą wartość jak głos prezydenta, premiera czy szefa największej partii.

Gorszy sort?
Ludzie, którzy znają historię swojego państwa, mogą nazywać się patriotami. (…) Polacy zapominają o przeszłości swojego narodu. Nie lubią uczyć się o dawniejszych wiekach, uważają to za bezużyteczne i nic niewarte. Posiadacz koszulki z kotwicą i dumnym napisem ,,śmierć wrogom ojczyzny” nie umie nawet wyjaśnić, co noszony przez niego symbol oznacza. Tutaj nie chodzi o jakieś czepianie się, po prostu Polak powinien być świadomy dziedzictwa ojczyzny.
Oliwia Sokołowska

„Szlif”. Miesięcznik Młodzieżowej Wszechnicy Dziennikarskiej
przeglądał: Bogusław Serafin

„OSP”: Zagubieni w obczyźnie

Wojciech W. Zaborowski w najnowszym „Odrodzonym Słowie Polskim” przypomina „Pieśń łużyckiej narodowości” („Pesen serbskoje narodnosti”) w tłumaczeniu Wilhelma Szewczyka, celowo dziś chyba zapominanego literata i historyka Górnego Śląska, w sposób szczególny zaś piewcy Śląska Opolskiego. Już w drugim wersie wiersza opublikowanego w zbiorze „Antologia poezji łużyckiej” (Wydawnictwo „Śląsk”, 1960) nie pozostawia złudzeń, o co chodzi autorowi: „A przecież tu mój prawy dom”.
Serbołużyczanie od wieków stanowią słowiańską enklawę na terenach należących obecnie do Niemiec. Nietaktem zatem byłoby dziś wspominać, że te serbskie tereny w XI wieku na prośbę łużyckich Słowian znalazły się granicach państwa Bolesława Chrobrego. Ekspansja zachodnich sąsiadów (vide: margrabia Gero) nie pozostawiała złudzeń co do losów naszych słowiańskich sąsiadów. Również po 1945 roku Serbołużyczanie mieli nadzieję, że odnajdą się na terenach odrodzonej Polski.
(…) Czy Serbołużyczanie znikają powoli z mapy Europy, mimo autonomii, własnego szkolnictwa, oficjalnie uznawanego języka i faktu, że mimo prześladowań przetrwali na tych terenach ponad tysiąc lat? Nie śmiem odpowiedzieć dziś na to pytanie. Pozwolę sobie przypomnieć tylko opinię byłego już premiera Saksonii, Stanisława Tillicha, Serbołużyczanina, który zawsze przypominał w  trakcie dyskusji o tym, kto był pierwszy na tych ziemiach, że od tysiąca lat zamieszkiwali tu zarówno Serbowie (Wenden) jak i  Niemcy. Oby o tym chciał pamiętać i obecny premier Michael Kretschmer, by Serbołużyczanie nie poczuli się jak niegdyś, „zagubieni w obczyźnie”!

Wojciech W. Zaborowski zaprasza również do Opola: „Znam to miasto od dziecka z  urlopów, wakacyjnych wypraw rodziców, potem spędzałem w nim lata studenckie, w  końcu jako dziennikarz z Wrocławia, później z Warszawy, wielokrotnie zaglądałem tu na pół służbowo, na pół prywatnie, zawsze zaś z jednakową sympatią. Ile razy – kilkadziesiąt czy kilkaset? Trudno zliczyć. Wiem jedno, nawiązując do idei mego wszechutalentowanego literacko imiennika Wojciecha Młynarskiego, postanowiłem w końcu również uwiecznić „niedzielę na Głównym”, tyle że w Opolu i oczywiście nie poezją, a prozą. I tak obecnie, po raz pierwszy celem mojej wyprawy nie było miasto. Cały dzień spędziłem na opolskim Dworcu Głównym, praktycznie u  wrót wejściowych do grodu Piastów Śląskich.”

Te i pozostałe teksty z „OSP” polecał uwadze Czytelników
Bogusław Serafin