MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Archiwum
Pobierz
Forum
Linki

Wiosna prasowych moczykijów

     Dziwne, że jeszcze nikt nie wpadł na pomysł, by przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy RP Dolny Śląsk utworzyć koło wędkarskie? Chętnych z pewnością byłoby wielu, w końcu liczna rzesza naszych kolegów z zamiłowaniem „czesze” od lat wody w poszukiwaniu taaakiej ryby. Honorowym prezesem zostałby na pewno sławny „Sum”, czyli Jerzy Łętowski - prekursor zwariowanego hobby i pierwszy jego gazetowy piewca (rozpoczynał jeszcze w „Słowie Polskim”). Wbrew swojemu pseudonimowi, „Sum” specjalizuje się w wędkarstwie spławikowym, a szczególnie upodobał sobie podwodne łowy na płocie i leszcze. W poszukiwaniu bardziej dorodnych okazów zjechał już cały kraj wzdłuż i wszerz, zatrzymując się na popasy przy leśnych oczkach, rzadko odwiedzanych nawet przez tubylców.

     Od rasowych moczykijów zaroiło się też od dawna w „Gazecie Wrocławskiej”. Maciej Wilczek jest wyrafinowanym wędkarzem - z reguły co na końcu haka, to ląduje mu w podbieraku. Andrzej Górny sieje postrach wśród „garbusów”, czyli okoni. Jeśli tylko trafi na miejsce żerowania stadka, to można mieć pewność, że nie odejdzie, póki nie przetrzebi dokładnie watahy „podwodnych wilków”. Słabiej mu idzie z większymi sztukami białej ryby. Najwyraźniej dyshonorem dla niego są połowy, np. karpia, na komercyjnym łowisku. Jędrek zdecydowanie woli dzikie akweny, gdzie to woda nieujarzmiona, trawa zielona, a ryba nadzwyczaj cwana. Podobnie do wędkarstwa podchodzi jego najbliższy redakcyjny przyjaciel – Krzysiu Bester. Inna sprawa, że to pechowiec, jakich mało. Z reguły każde większe branie kończy się melodią „piiiin”, czyli wiadomo – żyłka poszła w diabły, a razem z nią ryba Krzysia. Imponuje to, że „Best” nigdy nie przejmuje się stratą, flegmatycznie montuje nowy zestaw, oczywiście znów za delikatny na karpia, i następuje powtórka z rozrywki.

     Przeciwieństwem dwóch ostatnich jest Jan Szczerkowski, były dziennikarz „Słowa Polskiego”, obecnie korespondent kilku ogólnopolskich gazet. To wierny uczeń „Suma” i chłop pazerny na sukces. Dla niego nie ma straconej ryby, w pogoni za nią potrafi nawet… dać nurka w lodowatą toń. Może też dlatego osiąga triumfy w dziennikarskich zawodach, bo kto by chciał z takim zapaleńcem konkurować? Lecz zdecydowanie nie odpuszcza temu ostatniemu prawdziwa perła wśród żurnalistów – prawa ręka szefostwa SDRP – Zosia Stachera. Baba z piekła rodem, ciągnąca ryby z taką łatwością, jakby przez całe swoje życie żyła z rybołówstwa. Nie bez kozery niektórzy przekonują o wrodzonej predyspozycji kobiet do tego rodzaju sportu. Coś w tym musi być, czego żywym dowodem nasza Zosia.

     Dlaczego nadmieniamy o wędkarstwie? Bo widoczne są pierwsze oznaki wiosny. A one zawsze ściągają nad wodę zapaleńców z długimi kijami, w tym żurnalistów. Nic dziwnego, przecież leszcz, płoć, jaź, a przede wszystkim okoń, powinny lada dzień się ruszyć. Nie mówiąc o tłustych, smacznych byczkach, od których aż się roi ostatnio w Odrze czy Oławie. Tylko patrzeć, kiedy nad wodą pojawią się kaczeńce, łąki przybiorą kolor soczystej zieleni, odezwie się pierwszy słowik i zacznie się ruch w przybrzeżnym mrowisku - wtedy już nikt i nic nie zatrzyma prawdziwego wędkarza w domu. Bowiem w rzece zaczyna się także prawdziwe życie. Narybek zmiata w stronę płycizn w obawie przed żarłocznością niepohamowaną nawet własnych rodziców. Zaczynają się prawdziwe brania i jeśli znajdziemy tylko odpowiednie łowisko, to mamy gwarancję, że nie wrócimy znad rzeki czy stawu z kijem.

     Z pewnością znów odezwie się niezastąpiony w organizacji corocznych dziennikarskich zawodów wędkarskich Stasiu Łapeta, proponujący wyprawę na taaakie sztuki. Sęk tylko w tym, że nasz dziennikarski menago zagapił się na ostatnich jesiennych zawodach i złośliwy karp uprowadził mu do wody pozostawiony samopas kij. A fachowcy ostrzegali o prawdziwości starego porzekadła: Jak się nie trzyma kija w łapie, to się (uwaga – można wstawić dowolne określenie – dop. red.) złapie!


Wiosna, panowie moczykije!


Prymusi wędkarskich zawodów (od prawej): Krzysztof Bester, Maciej Wilczek, Andrzej Górny, przedstawiciel poznańskiego „Głosu Wielkopolskiego”, Jan Sowa, Zofia Stachera i NN kibic.


Złowiony w Odrze przez Jana Szczerkowskiego karp ważył – bagatela! – 18,5 kg


Jak w Pstrążnej - to oczywiście pstrągi. Od lewej: Stanisław Łapeta - niezastąpiony organizator wszystkich dziennikarskich zawodów, Zofia Stachera - potrafi łapać nawet latające ryby (za ogon), Zbigniew Umański - łowi z uśmiechem i skutecznie

Zdjęcia: Krzysztof Czajka i Sławomir Grymin

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław
tel./tel 48-71 341 87 60
sdrp.wroc@interia.pl